Wychowywanie przybranych dzieci jest dużo trudniejsze niż wychowanie rodzonych pociech

Wychowanie dziecka to niełatwa sprawa. Jeśli tak się nam zdarzy, że będziemy wychowywać przybrane dziecko, to być może trzeba będzie dołożyć dwukrotnie więcej starań, aby wychowanie przyniosło pozytywne skutki. Niestety to prawda, że finał takich takich historii nie zawsze jest szczęśliwy.

Wychowywanie dziecka z siercińca czasami przerasta dorosłe, odpowiedzialne osoby. Tak było z Marią, która oczywiście wiele słyszała o trudnościach, jakie napotykają rodzice przy wychowywaniu trudnych nastolatków, ale miała nadzieję, że nie może być aż tak źle.

Kobieta jest mężatką od ponad trzech lat i żyje się jej cudownie u boku swojego wybranka. Zaraz po ukończeniu studiów poznała przystojnego Mikołaja i natychmiast zakochała się w nim na zabój. Facet okazał się kochający, opiekuńczy i przy każdej okazji dawał dziewczynie kwiaty lub jej ulubione czekoladki. Najpierw młodzi gnieździli się w małym, starym mieszkaniu w kamienicy, a potem zaczęli wynajmować dwupokojowe mieszkanie w pobliżu centrum miasta. Lata leciały, a para chciała mieć własne dzieci, tylko niestety z jakiegoś powodu im się to nie udawało. Maria wielokrotnie zwracała się do specjalistów z pytaniem, co może być tego przyczyną, a Ci tylko bezradnie rozkładali ręce. Nie znaleźli u Marii żadnych biologicznych przeciwskazań i powodów całej tej sytuacji, a kobieta z każdym dniem popadała w coraz większy smutek i apatię. Mikołaj także marzył o dziecku.

Rozmyślał o tym, co by było, gdyby urodziła się dziewczynka. Z pewnością zapisałby ją na zajęcia taneczne. Gdyby urodził mu się syn, to nauczyłby go grać w piłkę nożną lub zapisałby go na zapasy. Ci młodzi ludzie długo zastanawiali się, co dalej zrobić, a ich myśli o dziecku były coraz bardziej natrętne. Mikołaj w końcu postanowił, że powinni spróbować wziąć dziecko z sierocińca. Marii początkowo nie podobała się taka propozycja, ale potem stwierdziła, że dobrze byłoby spróbować. Para zaczęła się dowiadywać, jakie dokumenty trzeba mieć, aby zaadoptować dziecko. Kiedy wszystko było już gotowe, zaczęli odwiedzać różne placówki i poznawać dzieci. Procedury nie była łatwe, więc trochę to wszystko trwało.

W końcu w jednym z domów dziecka dyrektorka zaproponowała im adopcję dziewczynki o imieniu Angelika. Dziewczynka miała zaledwie 4 lata. Według pracowników domu dziecka spośród wszystkich dzieci wyróżniała się szczególnym zachowaniem i charakterem. Angelika miała bardzo silny charakter z dominującymi cechami przywódczymi. Jeśli chodzi o wygląd to miała duże, niebieskie oczy, a jej twarz okalały długie, brązowe włosy.

Dziewczynkę już kilka rodzin chciało adoptować, ale po kilku spotkaniach w ostatniej chwili zmieniali decyzję. Maria zdecydowała, że porozmawia o tym w domu z małżonkiem i niebawem udzieli jasnej odpowiedzi. Już następnego dnia Mikołaj zabrał dziecko do domu. Dziewczynka wyglądała jak aniołek, ale – jak się potem okazało – były to tylko pozory. Angelika była nieznośnym dzieckiem o trudnym charakterze. Była niegrzeczna, a nawet bezczelna wobec przybranych rodziców. Maria stosowała różne metody wychowawcze – początkowo kobieta okazywała ogromną troskę i czułość dziewczynce, ale ta nie potrafiła odwdzięczyć się takimi samymi uczuciami. Tylko złota zasada „kija i marchewki” czasami potrafiła uspokoić dziecko, chociaż nie na długo.

Po pewnym czasie Angelika ponownie zamieniła się w nieznośną i zuchwałą dziewczynę, która nieustannie okazywała swoje niezadowolenie, a do tego manipulowała otoczeniem wykorzystując do tego napady złości. Ciągłe kłótnie i awantury w rodzinie zmusiły ich do udania się z dziewczynę do do psychologa. Kobieta poradziła, aby to jakoś wytrzymać, ponieważ dziecko po prostu adaptuje się do nowej sytuacji.

Po wizycie u specjalisty Maria zaczęła omawiać z Mikołajem dalsze działania. Z przedszkola przychodziły ciągłe skargi na zachowanie Angeliki. Nie tylko rodzice innych dzieci byli oburzeni jej zachowaniem, ale także same przedszkolanki. Mijał czas, a dziecko wciąż nie chciało zmienić zachowania. Dziewczyna nadal nie słuchała rodziców i nie szanowała ich. Maria postanowiła ponownie porozmawiać z mężem i wtedy okazało się, że pomysł, aby zaadoptować dziecka nie pojawił się u Mikołaja znikąd – jeden z jego kolegów z pracy poradził skorzystać mu z tej opcji ponieważ wiedział, jak bardzo Mikołaj chciał dziecka. Jego współpracownicy wtedy jednak zgodnie przyznali, że wychowanie takiego dziecka może być jednak trudniejsze niż wychowanie rodzonego.

W takich przypadkach genetyka potrafi mieć duże znaczenie i objawić się dopiero po jakimś czasie, więc dziecko ze spokojnego malucha może przeobrazić się we wściekle krzyczące stworzenie, którego nie można uspokoić. Z reguły takie trudne dzieci jak Angelika czują się lepiej w domu dziecka – przynajmniej do momentu dojrzewania i uświadomienia sobie, że w życiu trzeba będzie walczyć i brać otaczającą, choć surową rzeczywistość za pewnik.

Maria po długich rozmowach z Mikołajem podjęła decyzję o zrezygnowaniu z adopcji dziewczynki. Bez względu na to, jak bardzo młoda para chciała dziecka, reedukacja kogoś takiego ich zupełnie przerosła.
A co Wy zrobilibyście na ich miejscu?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts