„Nakryłam męża na łóżkowych figlach z sąsiadką. Była moją przyjaciółką, a ich romans trwał od 15 lat”

„Nadal kocham Tadeusza i nie wyobrażam sobie bez niego codzienności. Przeżyliśmy razem 40 wspaniałych lat, których nie da się tak po prostu wymazać z naszej pamięci. Nadal mieszkamy razem i próbujemy znaleźć jakieś rozwiązanie tej sytuacji, która jest okrutnie trudna”.
MARIA, 70 LAT

Tadeusz zawsze dbał o mnie i o naszą rodzinę. Był kochającym mężem i ojcem, dlatego nigdy nie przeszło mi przez myśl, że mógłby mnie zdradzić.

Dopiero po 40. latach małżeństwa odkryłam jego romans z naszą sąsiadką i bliską przyjaciółką rodziny. Poczułam się ogromnie zraniona i zagubiona. Bo czy rozwód jest w takim przypadku najlepszym rozwiązaniem?

Mieliśmy cudowne życie

Zawsze uważałam, że mam ogromne szczęście. Tadeusza poznałam na potańcówce i od razu szaleńczo się w nim zakochałam. Był przystojnym inżynierem i do tego naprawdę dobrym człowiekiem, który zawsze stawiał bliskich na pierwszym miejscu.

Kiedy więc po kilku miesiącach znajomości poprosił mnie o rękę, nie miałam żadnych wątpliwości, jaka powinna być moja odpowiedź. Zbudowaliśmy wspólnymi siłami piękny dom na przedmieściach i doczekaliśmy się trójki wspaniałych dzieci. Oczywiście w naszym życiu zdarzały się trudniejsze momenty, ale zawsze się wspieraliśmy, dzięki czemu rozwiązywanie problemów stawało się łatwiejsze.

Rodzina była dla nas najważniejsza, ale zawsze staraliśmy się też utrzymywać bardzo bliskie kontakty z naszymi przyjaciółmi. W naszym domu często gościliśmy bliższych oraz dalszych znajomych i regularnie organizowaliśmy prywatki. Wśród gości zazwyczaj pojawiała się też Jola, nasz sąsiadka, którą szybko zaczęłam traktować niemal jak siostrę.

Jej mąż był marynarzem i rzadko bywał w domu, dlatego wspólnie z Tadeuszem pomagaliśmy jej, gdy tylko tego potrzebowała. Często razem gotowałyśmy obiady, pilnowałyśmy dzieci i wychodziłyśmy na babskie spotkania na miasto. Tadeusz natomiast chętnie służył jej swoją pomocą w pracach w ogrodzie i w domu. A jak się później okazało, doskonale zastępował jej męża również w innych czynnościach.

Chyba byłam ślepa

Teraz, gdy o tym myślę, to wydaje mi się, że już dawno powinnam była coś zauważyć. Trudno było jednak podejrzewać o romans męża, który był prawdziwym ideałem. Przez te 40 lat wspólnego życia nigdy nie dał mi powodu do tego, abym się martwiła o jego wierność.

Zawsze wracał do domu na czas, jeśli gdzieś wyjeżdżał na dłużej to ze mną lub z całą rodziną i nieustannie okazywał mi miłość. To on pierwszy wyciągał rękę do zgody po kłótni, bo twierdził, że nie umie beze mnie żyć. Czy można zatem podejrzewać kogoś takiego o romans? Jak się okazuje, tak! Sama bym w to nie uwierzyła, gdybym nie zobaczyła tego na własne oczy.

To było dokładnie w 70. urodziny Tadeusza. Rano przygotowałam dla nas śniadanie do łóżka i spędziliśmy w nim całe przedpołudnie, ciesząc się swoim towarzystwem. Z tych cudownych chwil wyrwał nas dzwonek telefonu. Okazało się, że Jola potrzebuje pomocy w ustawieniu telewizora, który co rusz płatał jej jakieś figle.

Jej mąż zmarł kilka lat wcześniej, tuż po przejściu na emeryturę, przez co jeszcze bardziej się do siebie zbliżyliśmy. Tworzyliśmy rodzinę, z czego oczywiście bardzo się cieszyłam. Wkrótce jednak wszystko miało się na zawsze zmienić.

Tadeusz wyszedł do Joli, a pół godziny później usłyszałam dzwonek do drzwi. Okazało się, że nasze dzieci chciały zrobić mu niespodziankę i przyjechały niespodziewanie z tortem i prezentami. Zaprosiłam ich do środka i od razu pobiegłam do Joli, żeby zawołać męża. Nie dzwoniłam do drzwi, tylko weszłam do salonu, w którym stał telewizor.

Ku mojemu zdziwieniu był jednak wyłączony, a po Tadeuszu i Joli nie było śladu. Poszłam więc na tyły domu, w kierunku sypialni, z której dochodziły jakieś odgłosy. Zanim zorientowałam się, co to mogło być, stałam już w drzwiach, patrząc jak mój mąż zabawia się z zupełnie nagą Jolą.

— Co tu się dzieje? — wybełkotałam.

W tym momencie Tadeusz odskoczył od Joli jak poparzony, próbując szybko naciągnąć opuszczone do kostek spodnie. Jola sięgnęła natomiast szybko po rzuconą na podłogę koszulkę i starała się nią okryć. Byli niemal tak samo zszokowani jak ja.

— Marysiu, tak strasznie cię przepraszam. Ja nie chciałem, żebyś kiedykolwiek się dowiedziała — w końcu odezwał się mój mąż.

— Marysiu nie chciałam cię skrzywdzić, to się stało w taki naturalny sposób… Nie wiedziałam, że będzie się to ciągnęło tyle lat — dodała Jola.

— Lat? To trwa od lat? — dopytywałam, nie wierząc w to, co właśnie usłyszałam.

— Tak jakoś wyszło… Ale ja cię tak strasznie kocham! — Tadeusz próbował się tłumaczyć.

— Wiesz, że ja też się kocham Marysiu, prawda? Jesteś dla mnie jak siostra — szlochała Jola.

— Wy chyba obydwoje oszaleliście! Jak możecie mnie kochać, skoro wskakujecie razem do łóżka, gdy tylko nie patrzę?! I to od lat! — krzyczałam.

— Kochanie, porozmawiajmy spokojnie, proszę — Tadeusz próbował złapać moją dłoń.

Natychmiast się od niego odsunęłam.

— Dzieci przyjechały złożyć ci życzenia. Ubierz się i chodź do domu — odwróciłam się na pięcie i wyszłam.

Udawanie przed dziećmi szczęśliwego małżeństwa było bardzo trudne. Przez kilka godzin starałam się uśmiechać najszerzej jak potrafiłam, hamując jednocześnie cisnące się do oczu łzy. Gdy tylko dzieci zniknęły za drzwiami, po prostu się rozpłakałam. Tadeusz próbował mnie przytulić, ale nie chciałam, żeby w ogóle się do mnie zbliżał. Powiedziałam, że ma mi dać na razie spokój i zamknęłam się w sypialni. Płakałam tak długo, aż w końcu ze zmęczenia zasnęłam.

Tak po prostu wyszło

Następnego dnia zeszłam na dół i zastałam Tadeusza w kuchni. Przygotował dla nas śniadanie, więc usiadłam do stołu i poprosiłam go, żeby zrobił to samo.

— Opowiedz mi wszystko od początku — zaczęłam.

— To było po jednej z naszych letnich prywatek 15 lat temu. Położyłaś się już spać, a ja zostałem jeszcze z Jolą na tarasie i po prostu rozmawialiśmy, jak to po alkoholu. Potem odprowadziłem ją do domu i pocałowaliśmy się na pożegnanie. Tylko że żadne z nas nie chciało skończyć na pocałunku — mówił spokojnie Tadeusz.

— I potem regularnie robiliście ze mnie idiotkę? — odparłam.

— Marysiu to nie tak! Żadne z nas nie czuło się z tym dobrze. Ja naprawdę nigdy nie przestałem cię kochać i cały czas byłem przy tobie szczęśliwy. Po prostu coś nas do siebie ciągnęło i w końcu się temu poddaliśmy. Miałem nadzieję, że to nigdy nie wyjdzie na jaw i cię nie skrzywdzę — mówił pełnym emocji głosem Tadeusz.

— Wyszło ci to naprawdę doskonale. Gratulacje, mam nadzieję, że będziecie beze mnie szczęśliwsi — stwierdziłam łamiącym się głosem.

Chciałam wyjść, ale Tadeusz chwycił mnie za rękę i padł na kolana.

— Nie wyobrażam sobie bez ciebie życia Marysiu! Błagam cię, wybacz mi! Nie zostawiaj mnie kochanie, przecież wiesz, jak bardzo cię kocham — przekonywał mój mąż.

— Wydawało mi się, że wiem, ale jak widać, bardzo się myliłam — rozpłakałam się.

— Błagam cię, nie podejmujmy pochopnych decyzji. Daj nam kilka dni, pomyśl o tym, co razem przeżyliśmy. Nie możemy tego przekreślić — błagał mnie Tadeusz.

— Ty zrobiłeś to 15 lat temu, a teraz prosisz mnie, żebym to ja nie niszczyła naszego szczęścia? Zastanów się, co mówisz! — szlochałam i krzyczałam jednocześnie.

— Przepraszam cię kochanie… — Tadeusz przytulił mnie mocno, choć się wyrywałam.

W końcu się poddałam i staliśmy wtuleni w siebie, płacząc i dając upust swoim emocjom.
Nie wiem, co mam zrobić

Zastanawiam się, co mam zrobić

Nadal kocham Tadeusza i nie wyobrażam sobie bez niego codzienności. Przeżyliśmy razem 40 wspaniałych lat, których nie da się tak po prostu wymazać z naszej pamięci. Mija właśnie miesiąc od momentu, gdy odkryłam jego romans z Jolą. Nadal mieszkamy razem i próbujemy znaleźć jakieś rozwiązanie tej sytuacji, która jest okrutnie trudna. Czuję się zdradzona zarówno przez męża, jak i przez przyjaciółkę, która również każdego dnia błaga mnie o wybaczenie.

Naprawdę chciałabym, żeby wszystko było po staremu, ale przecież nie mogę tak po prostu zapomnieć o tym, co mi zrobili. Zwłaszcza że robili to przez tak długi czas. Nie wiem, czy mam pogodzić się z tą sytuacją i zaakceptować zdradę bliskich, czy może zażądać rozwodu i zacząć nowe życie po 70. Daję sobie czas na podjęcie tej niełatwej decyzji, która dotyczy tak naprawdę nie tylko mnie, ale również tak wielu bliskich mojemu sercu osób.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts