Najwyższy czas pomyśleć o sobie! Moja sąsiadka przechodząc na emeryturę postanowiła zmienić całe swoje życie.

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć historię mojej sąsiadki, Doroty, która swoimi postanowieniami wywołała rewolucję w całej rodzinie.

Dorota, podobnie jak jej mąż, pochodzi ze wsi. Będąc młodą dziewczyną wyszła za mąż za pierwszego kandydata, którego zaakceptowali rodzice. Nigdy nie była szczęśliwa jako żona, jednak skrzętnie to ukrywała. Teraz, gdy przeszła na emeryturę i zaczęła myśleć nad swoim życiem, postanowiła się rozwieść. Jak sama mówi, większość swojego życia spędziła z człowiekiem, z którym tak naprawdę nic jej nie łączyło. Nigdy nie czuła z jego strony wsparcia. Teraz ma wrażenie, że opadła z jej oczu zasłona i zrozumiała, że czas zacząć myśleć tylko o sobie.
Przez kilkanaście pierwszych lat mieszkali na wsi, przy teściowej, która zatruwała jej życie jak mogła. Ciągle słyszała, że nie znajdzie nikogo lepszego, że kiepsko wychowuje dzieci, że nie jest dość ładna, by marnować życie jej syna. Robiła wszystko, by zadowolić teściową oraz jej otoczenie. Myślała, że kiedy wyrwie się ze wsi to jej kłopoty się skończą. Myślała o rozwodzie ale wtedy, zwłaszcza na wsiach, rozwody były praktycznie niedopuszczalne.

W końcu dostała od rodziców mieszkanie w mieście. Miała nadzieję na duże zmiany w swoim życiu. Niestety, mąż nie mógł się odnaleźć w mieście. Nie potrafił znaleźć pracy i został na wiecznym utrzymaniu żony.

Wraz z przeprowadzką nie skończyły się wieczne utyskiwania teściowej a przybyło problemów z mężem. Sąsiadka została jedynym żywicielem rodziny. I myliłby się ten, kto by pomyślał, że mąż chociaż pomagał jej w domu czy przy dzieciach. Zdana na siebie, obciążona wszystkimi obowiązkami, ciągle z tyłu głowy miała myśli o rozwodzie. Jednak zawsze znalazła jakąś wymówkę. Dzieci zaczęły dorastać, przechodziły trudny okres, nie chciała ich denerwować rozpadem rodziny. I tak ciągnęła to wszystko latami. Miesiąc temu sąsiadka przeszła na emeryturę. I może wszystko zostałoby już po staremu, gdyby mąż jej nie zapytał, gdzie planuje dorabiać, bo przecież z emerytury nie wyżyją. To przelało czarę goryczy. Dzieci wyszły już z domu, zostali tylko oni. Zrozumiała, że nie chce z tym człowiekiem spędzić już ani jednej minuty swojej reszty życia. Złożyła pozew o rozwód, spakowała rzeczy męża i wywiozła go na wieś do teściowej. Mieszkanie w mieście jest tylko na nią.

Jak się mogła spodziewać, nikt nie zrozumiał jej postępowania a zwłaszcza dzieci, które wręcz żądają, by matka z powrotem przyjęła męża do domu. Twierdzą, że przyniosła im wstyd. Jej mąż codziennie wydzwania, budząc w niej zarówno poczucie winy, jak i litość. Na nic się zdały jej tłumaczenia, że nie chce już żyć z człowiekiem, który jest jej całkowicie obcy, który przez wszystkie lata nigdy jej nie wsparł, mając tylko wymagania, nie wnosząc nic od siebie. Nikt jej nie rozumie, wszyscy krytykują. Jest ciągle poddawana naciskom ze strony męża, dzieci i teściowej. Boi się, że w końcu ulegnie, chociaż jest zdeterminowana, by o siebie w końcu zawalczyć.

A Wy, jak myślicie? Czy moja sąsiadka powinna wreszcie zacząć żyć tak, jak sama tego chce, czy może powinna ulec namowom rodziny i do końca się poświęcić?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts