Kiedy syn przyprowadził do domu swoją nową dziewczynę, prawie dostałem zawału serca.

Wraz z żoną dorobiliśmy się dwóch wspaniałych synów, z których jesteśmy bardzo dumni. Obaj są już dorośli i mają własne rodziny. Jednak w mej pamięci utknęła historia starszego syna, który w pewnym momencie napędził nam nie tęgiego stracha. Szczęście, że postanowił posłuchać naszych rad i wszystko skończyło się dobrze. W przeciwnym wypadku albo ja dostałbym zawału albo on zmarnował by swoje życie.

Daniel, starszy syn, po ukończeniu technikum stwierdził, że nie zamierza się dalej uczyć. Jak się szybko okazało, dzieciak się zakochał i zamiast o nauce, zaczął myśleć o ślubie. Twardo trzymał się planu, znalazł pracę i zaczął oszczędzać na ślub. Powiedzieć, że nie byliśmy zachwyceni takim obrotem sprawy, to jakby nic nie powiedzieć. Na całe szczęście były to jeszcze czasy, w których powołanie do wojska było obowiązkowe. Doszliśmy do wniosku, że jeżeli przetrwają tę rozłąkę, okażą się faktycznie siebie godni. Krótko przed wyjazdem Daniela do wojska, syn postanowił zrobić nam niespodziankę i przedstawić swoją wybrankę.

Oboje z żoną mocno się stresowaliśmy planowanym spotkaniem. To, co zobaczyliśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Na progu naszego domu stała wymalowana jak lalka, ubrana w miniówkę i wysokie obcasy kobieta, która wyglądała na znacznie starszą od Daniela. Zachodziłem w głowę, cóż takiego mój syn w niej widzi? A kiedy syn oświadczył, że złożyli już papiery w USC, mało nie dostałem zawału!

Na nasze szczęście, kiedy Daniel szedł ze swoją Panią do nas, zauważył ich nasz osiedlowy dozorca. Na drugi dzień, kiedy wyszedłem z psem na spacer, Pan Waldek zaczepił mnie i zaczął opowiadać o wybrance mojego syna. Okazało się, że kobieta ma już jedno dziecko, które zostawiła na wychowanie swojej matce, a teraz jest z drugim w ciąży. Ciąża oczywiście nie jest mojego syna, tylko jej byłego partnera. Poza tym dziewczyna lubi sobie wypić.

Nie wiedzieliśmy z żoną, jak przekazać synowi te nowiny. Baliśmy się, że nam nie uwierzy. Na szczęście wysłuchał nas spokojnie i postanowił wszystko sprawdzić. Okazało się, że nasz dozorca mówił szczerą prawdę. Syn zerwał znajomość, wyjechał do wojska a po powrocie związał się z siostrą kolegi. I żyją w szczęściu po dziś dzień. A ja nadal mam w pamięci, jak niewiele brakowało, by mój syn zmarnował sobie życie.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts