Umierająca matka poprosiła syna, by zaopiekował się starszą siostrą

Martyna miała kochającego męża, a wraz z nim wychowywała dwójkę dzieci – Konrada i Łucję. Niestety, kiedy ich syn miał 3 lata, mąż Martyny zmarł tragicznie i zostawił rodzinę. Córka kobiety była niepełnosprawna, w chwili śmierci ojca miała już 11 lat, ale nie była do końca samodzielna. Zdiagnozowano u niej zespół Downa i to przerażało Martynę najbardziej, bała się, że córka nie poradzi sobie w życiu i nieustannie będzie potrzebowała czyjejś pomocy. Poza tym dziewczynka była bardzo chorowita i wymagała ciągłych wizyt u różnych lekarzy.

Martyna obdarzała Łucję nieustanną opieką, walczyła, by dziewczyna uczyła się samodzielności i poświęcała jej mnóstwo czasu. Niestety Konrad bardzo źle traktował siostrę i wstydził się jej, przez co ich relacja nie była najlepsza i to martwiło Martynę. Mimo upływu lat, sytuacja między rodzeństwem się nie zmieniała, a ich matka była coraz słabsza i podupadała na zdrowiu. Dzieci były już dorosłe, Konrad postanowił załatwić w pracy kilka dni wolnego, by zająć się mamą, bo bardzo ją kochał i wiedział, że jeśli nie on, to nikt jej nie pomoże. Łucja wciąż mieszkała z mamą, ale nie rozumiała, że umiera.

Kobieta poprosiła swojego syna o jedną przysługę, chciała, aby zaopiekował się siostrą, gdy ona już odejdzie. Błagała go, żeby pozwolił Łucji z nim zamieszkać i dbał o nią, jak dotychczas robiła to ona, póki miała siły. Mężczyzna nie był zadowolony, jego żona również nie przyjęła entuzjastycznie prośby teściowej. Małżeństwo miało własne plany, przygarnięcie dodatkowej osoby do ich dwupokojowego mieszkania nie wydawało się dobrym pomysłem. Konrad poznał żonę jeszcze na studiach, oboje mieli teraz dobre zarobki i odkładali na własne mieszkanie.

Martyna często uśmiechała się na wspomnienie hucznego wesela syna i cieszyła się, że chociaż jemu się dobrze powodzi. Była to dla niej nadzieja, że brat zajmie się siostrą, gdy jej już zabraknie. Łucja nie rozumiała, że jej życie może się zmienić, a mama kiedyś ją opuści i nie była na to przygotowana. Konrad i jego żona nie przepadali za nią, choć nie zrobiła im nic złego. Spodziewali się, że kiedyś przyjdzie czas, by zająć się Łucją, ale nie chcieli nawet o tym myśleć, mając nadzieję, że ta chwila nie nadejdzie szybko.

Martyna przygotowała się na rozmowę z synem, już po śmierci męża zaczęła odkładać pieniądze, bo przewidywała, że inaczej nie nakłoni Konrada do udzielenia pomocy siostrze. Do chwili choroby odłożyła na koncie wystarczająco pieniędzy, by kupić trzypokojowe mieszkanie. Dopiero na łożu śmierci przyznała się, że posiada testament, w którym zapisała mu majątek i jedynym warunkiem jest to, że pozwoli Łucji mieszkać ze sobą do końca życia. Mężczyzna zgodził się, była to dla niego bardzo intratna propozycja. Mieszkanie wymagało remontu, ale to kosztowało mniej niż zakup nowego, na które wraz z żoną gromadził fundusze.

Po śmierci matki, mężczyzna wynajął większe mieszkanie, do którego wprowadził się z żoną i siostrą, a do nowego mieszkania wynajął ekipę od remontów. Konrad całymi dniami siedział w pracy, aby pokryć koszty prac wykończeniowych, bez konieczności zaciągania kredytu, a jego żona siedziała w domu wraz z Łucją. Kobieta tak bardzo nie lubiła szwagierki, że znęcała się nad nią pod nieobecność męża, nie umiała wyobrazić sobie życia w obecności chorej siostry męża. Robiła wszystko, by uprzykrzyć jej czas spędzany w mieszkaniu.

Pewnego dnia Łucja została wyrzucona z mieszkania przez szwagierkę wraz ze swoim niewielkim dobytkiem, nie miała dokąd pójść, ale była tak zastraszona, że nie miała zamiaru poskarżyć się bratu i zaginęła bez śladu. Konrad nie przejął się zniknięciem siostry, uwierzył w historię żony, że po prostu wyszła do znajomych i postanowiła z nimi zamieszkać. Tej nocy mężczyzna śnił o matce, która przeklinała go za zaniedbania wobec Łucji. Ten sen powtarzał się co noc, aż do dnia, gdy dowiedział się, iż siostra została znaleziona martwa za miastem. Sekcja zwłok wykazała, że dziewczynę zabiła ta sama choroba, co matkę. Mężczyzna nie poszedł nawet na pogrzeb, a w głębi duszy czuł ulgę, że nie będzie miał na głowie problemu z opieką nad siostrą.

Nie cieszył się jednak długo, ponieważ choroba okazała się dziedziczna i również zapadł na nią po kilku latach. Kiedy umierający leżał w szpitalu, jego żona biegała po urzędach i załatwiała formalności, by zabezpieczyć się finansowo na przyszłość, przepisała na siebie firmę Konrada i zmusiła go do podpisania testamentu, w którym przekazywał jej majątek nabyty przed ślubem. Wtedy wspomniał matkę i siostrę, zdał sobie sprawę, że spotkała go kara za złamanie obietnicy i w myślach błagał je o wybaczenie.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts