„Zdradziłam Szymona, ale mi wybaczył. Nasz ślub miał być jego zemstą. Upokorzył mnie i zostawił przed ołtarzem”

„Szymon długo czekał, żeby ukarać mnie za upokorzenie, jakim musiała być dla niego zdrada. Nie powinnam do niego wracać, wierzyć, że mi wybaczył. Dziś wiem, że pragnął tylko zemsty. Udało mu się, narobił wstydu mnie i całej rodzinie. A ja go naprawdę kochałam…”.
Tak, zawiniłam, ale nie zamierzam biczować się z tego powodu do końca życia. To była chwila, nagłe zauroczenie, które na moment odebrało mi rozum. Zapomniałam o Szymonie, o naszej miłości i planach na przyszłość. Tamten był atrakcyjny i patrzył na mnie głodnymi oczami, w których zobaczyłam, że dla niego jestem najważniejsza i najpiękniejsza. Oczywiście przez chwilę, bo żadne z nas nie zamierzało tego kontynuować. Otrzeźwieliśmy i tyle, ale było już za późno. Zdradziłam Szymona.

Miałam wyrzuty sumienia, więc mu o tym powiedziałam. Chciałam wyrzucić to z siebie, a jednocześnie być wobec niego uczciwa. Niepotrzebnie, dziś o tym wiem. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal – takie nic nieznaczące wyskoki trzeba zachowywać dla siebie, uciszyć sumienie i żyć po prostu dalej, jak gdyby nigdy nic.

Mogłam tak zrobić, bylibyśmy nadal razem, tylko nie wiem, czy szczęśliwi. Bo okazało się, że Szymon ma w sobie coś, co wywołuje mój lęk. Potrafi się maskować, czekać, aż ofiara mu zaufa, żeby móc się zemścić. Tak właśnie postąpił ze mną.

Kiedy mu wyznałam swój błąd, w pierwszej chwili zareagował tak, jakby nie do końca rozumiał, co się stało. Dopiero po chwili dotarło to do niego. Wtedy zobaczyłam w jego oczach gniew, który jeszcze wtedy potrafił powściągnąć.

– Chcesz powiedzieć, że ty i ten… – zadrgał mu policzek, a rysy twarzy wykrzywiły się w grymasie.

Nigdy nie widziałam go w takim stanie, przestraszyłam się. Zaczęłam przepraszać, kajać się, ale tylko go rozwścieczyłam. Uderzył mnie, poczułam straszny ból i ciepłą wilgoć na twarzy. Rozcięta warga puchła w szybkim tempie, krew płynęła wąskim strumieniem.

– Szymon, co ty robisz! – jęknęłam, ale on mnie nie słuchał.

Pragnęłam tylko, żeby do mnie wrócił

Zdążyłam przed nim uciec, zabarykadowałam się w łazience, niestety bez telefonu. Nie mogłam do nikogo zadzwonić, poprosić o pomoc, więc przesiedziałam tam do rana. O świcie wymknęłam się z łazienki najciszej, jak umiałam. Byłam sama, Szymon wyszedł z domu. Usiadłam na kanapie i rozpłakałam się.

Nie znałam go od tej strony. Dwa lata mieszkaliśmy razem, nie przypuszczałam, że Szymon może być zdolny do tego, by mnie uderzyć. Jak skończyłaby się awantura, gdybym w porę nie uciekła i nie schowała się przed nim? Aż bałam się pomyśleć.

Obejrzałam opuchniętą twarz i stwierdziłam, że w tym stanie nie powinnam pokazywać się ludziom na oczy. Spuchnięta warga i fioletowy policzek nie są łatwe do ukrycia, to nie podbite oko, które schowasz za słonecznymi okularami.

Zadzwoniłam do pracy i poprosiłam o dzień urlopu. Coś tam nakłamałam, starając się opanować drżący głos i nie wzbudzać podejrzeń. Byłam roztrzęsiona i miałam mętlik w głowie. Po tym co się stało, powinnam wystawić rzeczy Szymona za drzwi i zerwać z nim wszelkie kontakty.

Jednak czułam się potwornie winna, bo to ja doprowadziłam do tego, że stracił nad sobą panowanie. Gdybym nie zawiodła jego zaufania, nie uderzyłby mnie. Jednocześnie byłam na niego wściekła. Jak mógł tak postąpić! Istnieje wiele różnych sposobów wyrażania emocji, bicie nie jest żadnym argumentem, szczególnie jeśli przewaga fizyczna jest po stronie agresora. Szymon przekroczył wszelkie granice, do tego jeszcze ten zimny gniew w jego oczach…

Biłam się z myślami przez kilka kolejnych dni. Szymon nie pokazywał się w domu, nie dzwonił. Miałam czas, żeby ochłonąć. To dziwne, ale w miarę upływu czasu jego wina blakła, rozmywała się. Rozcięta warga goiła się, a wraz z nią znikało wspomnienie o napaści. Uderzył mnie, ale to nie miało znaczenia. Zaczynałam tęsknić. Nigdy wcześniej nie rozstawaliśmy się na tak długo, bałam się, że już go nigdy nie zobaczę.

Zadzwoniłam, ale odrzucił połączenie. Ręce mi drżały, kiedy wystukiwałam esemesa. Chciałam wszystko wyjaśnić, a przede wszystkim doprowadzić do zgody. Owszem, byłam winna, popełniłam błąd, ale bez przesady. Przecież się kochaliśmy, nasza miłość nie może się tak skończyć. „Porozmawiaj ze mną – prosiłam, wysyłając wiadomość za wiadomością.

– Czekam na ciebie, pogódźmy się. Kocham cię, tęsknię”.

Po miesiącu straciłam nadzieję. Szymon milczał, nie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Serce mnie bolało, źle spałam, chodziłam nieprzytomna, nie mogłam się na niczym skupić. W końcu udało mi się pozbierać, bo czas najlepiej leczy rany.

Spotkałam go przypadkiem, na imprezie u Igi

Urządzała oblewanie nowego mieszkania, co z tego, że wynajętego. Iga często zmieniała miejscówki, chyba dlatego, że sąsiedzi skarżyli się na jej zabawowy styl życia. Za każdym razem, gdy się przeprowadzała, można było liczyć na wystrzałową imprezę.

Weszłam do mieszkania wypełnionego tłumem rozbawionych gości i zobaczyłam go ponad głowami wygłupiających się dziewczyn. Patrzył na mnie. Zamarłam, serce wywinęło salto, oczy wypełniły się łzami. Po chwili płakałam w jego objęciach, szczęśliwa jak nigdy w swoim życiu.

– Tęskniłam za tobą, nawet nie wiesz jak strasznie – łkałam. – Dlaczego tak długo się nie odzywałeś?

Szymon milczał, ale obejmował mnie, nie odtrącił. Wzięłam to za dobry znak, w tamtym momencie nie zależało mi na godności. Chciałam, żeby do mnie wrócił, zapomniał o tym, co było złego i znów był przy mnie.

Od Igi wyszliśmy razem. Nie byłam pewna, jak skończy się ten wieczór. Czy wejdzie na górę do naszego mieszkania, w którym kiedyś byliśmy szczęśliwi, i w którym wciąż były jego rzeczy. Zaglądałam mu w oczy, żeby odgadnąć, co zrobi. Był zdecydowany, nie wahał się, jakby już dawno podjął decyzję. Pomyślałam, że on też za mną tęsknił, tylko urażona duma nie pozwalała mu się do tego przyznać. Przytuliłam się do niego szczęśliwa, że wszystko dobrze się skończyło. Szymon zapomniał o moim błędzie, mogliśmy zacząć od nowa.

W dniu ślubu byłam bardzo szczęśliwa

Potem wypadki potoczyły się błyskawicznie, jakby Szymon chciał nadrobić stracony czas. Spytał, co myślę o ślubie. Nie poprosił mnie o rękę, nie pomyślał o pierścionku, ale i tak nie wahałam się ani chwili. Pal diabli mało romantyczne okoliczności, ważne, że się zdecydował i w dodatku nalegał na jak najszybsze „załatwienie sprawy”. Tak powiedział, ale nie miałam do niego pretensji.

Chciał hucznego ślubu i wesela, lecz kiedy policzyliśmy wydatki, okazało się, że nawet z pomocą rodziców nie będzie nas stać na zbyt wystawne przyjęcie. Mnie było wszystko jedno, ale Szymon był bardzo rozczarowany. Dalej trwały intensywne przygotowania, a mój chłopak wysyłał zaproszenia do rodziny, głównie mojej, bo on poza matką i bratem, prawie nie miał bliskich. Byłam wzruszona, że tak się stara, zawiadomił o naszym ślubie chyba pół województwa, nie pominął żadnej kuzynki ani ciotki, posługując się starannie sporządzoną wcześniej listą.

– Przecież i tak nie wszyscy przyjadą – śmiałam się z jego skrupulatności. – Raz, że daleko, dwa, nie możemy ich przenocować, bo dom rodziców jest za mały. Większość mojej rodziny prowadzi małe gospodarstwa, pomyślałeś o tym? – zapytałam.

Szymon podniósł głowę i spojrzał nic nierozumiejącym wzrokiem. No tak, wychował się w mieście.

– I co z tego? – powiedział.

– To, że ciotki i wujowie nie mogą tak po prostu wyjechać na dwa czy trzy dni. Kto będzie karmił i poił zwierzęta? Kto wszystkiego dopilnuje?

– Co to znaczy? Twoja rodzina nie przyjdzie na nasz ślub?

– Nie cała, zaprosiłeś chyba ze sto osób. Większości nie widziałam na oczy od dzieciństwa. Najbliżsi oczywiście będą, choćby się waliło i paliło.

Szymon odetchnął z ulgą i wrócił do wypisywania zaproszeń.

W dniu ślubu byłam stremowana, ale szczęśliwa. Przy pomocy mamy i siostry wkładałam suknię, koronkowe cudo ze śmiałym dekoltem, kiedy ktoś uchylił drzwi do pokoju.

– Szymon! – przestraszyła się mama i zamachnęła się na niego welonem.

– Idź stąd! Nie możesz oglądać panny młodej przed ślubem! To przynosi pecha! – krzyknęła stanowczo.
Mimo zdecydowanej postawy przyszłej teściowej, Szymon wszedł, nie zamykając za sobą drzwi, chociaż stałam w negliżu, a na piętrze kłębił się tłum moich krewnych.

– Przed jakim ślubem? – spytał głośno, przekrzykując gwar. W pokoju i za drzwiami zrobiło się nagle cicho. – Nie będzie żadnego ślubu!

Podszedł do mnie bliżej

– Chyba nie myślałaś, że ożenię się z taką szmatą jak ty? Zdradziłaś mnie z tym kolesiem, a czort wie, z kim jeszcze! Takie jak ty nadają się tylko do tego, żeby…

Nie dokończył. Zdaje się, że to któryś z wujów nie wytrzymał i trafił go prosto w twarz. Szymon zatoczył się, brocząc krwią ze złamanego nosa. Należało mu się, i tak za mało dostał. Napiętnował mnie, ośmieszył przed wszystkimi i porzucił w dniu ślubu, czy mogło być coś gorszego?

Podobno zemsta najlepiej smakuje na zimno. Udało mu się, narobił wstydu mnie i całej rodzinie. Nigdy mu tego nie zapomnę.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts