„Maciek wciskał mi kit o rozwodzie tylko po to, żeby wpakować mi się do łóżka. Dałam się nabrać jak desperatka”

„Wyszłam ze sklepu i zalałam się łzami. Maciek wielokrotnie próbował się ze mną skontaktować, ale nie reagowałam. Najpierw była złość, jednak z czasem ton wiadomości się zmienił. Pisał, że teraz jego małżeństwo naprawdę jest skończone i… chce do mnie wrócić. Co za gnojek!”.

Między mną a Maćkiem było tak cudownie, że ignorowałam niepokojące sygnały.
Aż do tamtego feralnego dnia. Kiedy czasami słyszę, z jaką pogardą ludzie opowiadają o kobietach, które są kochankami żonatych mężczyzn, ciarki przebiegają mi po plecach.

Mimo że moja niechlubna przygoda zdarzyła się już dziesięć lat temu, nadal czuję się tak, jakbym miała na czole wypisane „ta trzecia”. Nigdy nikomu o tym nie opowiadałam, bo bardzo się tego wstydzę. Zawsze uważałam, że nic nie usprawiedliwia rozbijania cudzego małżeństwa. Nie przypuszczałam, że sama wplączę się w podobną sytuację.

Miałam wtedy trzydzieści siedem lat

Byłam po kilku związkach. Ostatni zawód miłosny wpędził mnie w stan depresyjny. Przestałam wierzyć w to, że kiedykolwiek zostanę żoną i mamą. Docierało do mnie, że muszę pogodzić się z inną wizją życia niż ta, o której marzyłam.

Nie było to łatwe, bo los za mnie zadecydował. Zazdrościłam koleżankom mężów i dzieci. Gdybym choć mogła zrzucić winę na karierę zawodową, której całkowicie się poświęciłam, byłoby mi łatwiej. Niestety…

Pracowałam w markecie budowlanym. Przyjmowanie reklamacji to nie była przyjemna robota. Ludzie przychodzili do mnie zawsze niezadowoleni i sfrustrowani. Wciąż ktoś winił mnie za to, że wiertarka nie działa tak jak powinna albo drabina złamała się po zaledwie tygodniu użytkowania. Przecież to nie była moja wina! Ale to na mnie spadały pretensje, klienci nie mieli przecież kontaktu z producentami tych bubli.

Pewnego dnia do mojego stanowiska podszedł mężczyzna, który od razu zwrócił moją uwagę. Przyniósł do zwrotu wkrętarkę, która miała wadę seryjną. Ponieważ nie był pierwszym, który zwracał  takie urządzenie, powiedziałam mu od razu, że nie będzie problemu ze zwrotem pieniędzy.

Z uśmiechem zapewnił mnie, że taka obsługa to prawdziwy skarb dla sklepu. Zamieniliśmy kilka zdań i, ku mojemu zaskoczeniu, zapytał, czy nie poszłabym z nim po pracy na kawę. W pierwszej chwili miałam ochotę odmówić, bo czułam, że moje serce nie zniesie kolejnego rozczarowania.

Ale był tak czarujący, że zdecydowałam się zaryzykować. Powiedziałam, że mam czas w sobotę, bo nie chciałam paradować w znoszonych jeansach i szarym swetrze, w których przyszłam do pracy. Na randce z takim przystojniakiem musiałam przecież wyglądać wystrzałowo.

Zgodził się bez wahania. Do soboty chodziłam rozanielona. Wciąż dostawałam od niego miłe SMS-y. W sobotę poszłam do fryzjera, umalowałam się i włożyłam granatową sukienkę, która już nie raz sprawdziła się na pierwszej randce.

Maciek miał po mnie przyjechać o siedemnastej. Niestety, nie zjawił się. Siedziałam wystrojona i czekałam, aż mój radosny nastrój diabli wzięli. Napisałam do niego SMS-a, ale nie odpowiedział.

Przebrałam się i włączyłam telewizor, żeby zająć myśli czymś innym niż tym, że kolejny palant mnie wystawił. Byłam wściekła na samą siebie, a jednocześnie z tyłu głowy tliła się wciąż nadzieja, że może to nie jego wina.

A jeśli miał wypadek?

O dwudziestej trzeciej, kiedy kładłam się już spać, usłyszałam dzwonek do drzwi. Nieco wystraszona wyjrzałam przez wizjer. To był on! Nie mogłam uwierzyć! Teraz?! Kiedy byłam już w piżamie!? Pobiegłam po szlafrok i lekko uchyliłam drzwi.

– Co tu robisz? Miałeś być o siedemnastej.

– Przepraszam. Miałem coś bardzo pilnego w pracy… Naprawdę nie mogłem się wyrwać. Nie chciałem się tłumaczyć SMS-em, bo to głupie. Chciałem wyjaśnić ci osobiście i powiedzieć tylko: „dobranoc”.

Wysączyliśmy po dwie lampki, rozmawiając czule i flirtując. Szybko zapomniałam o jego wpadce. Sama nie wiem, kiedy sprawy zaszły dużo dalej niż  planowałam, i wylądowaliśmy w łóżku.

– Muszę ci coś powiedzieć, Asiu. Chcę być z tobą uczciwy. Jestem w trakcie rozwodu.

– Co takiego?! – wrzasnęłam, przykrywając się kołdrą, jakby miało to jakieś znaczenie.

Maciek zaczął tłumaczyć, że był przez dziesięć lat żonaty, ale jego związek okazał się pomyłką. Tłumaczył, że źle się z żoną dobrali i mieli całkiem inne życiowe cele. Początkowo nie chciałam tego słuchać, ale potem uznałam, że kobieta w moim wieku nie powinna oczekiwać, że znajdzie kogoś bez przeszłości. A skoro on się rozwodził, to już właściwie oficjalnie było po wszystkim. Poza tym, nie nosił już obrączki.

Spotkania z Maćkiem sprawiały, że znów poczułam się atrakcyjną kobietą. Wciąż prawił mi komplementy i zachwycał się mną. Pewne sprawy nie dawały mi jednak spokoju. Nigdy nie spotykaliśmy się na mieście – zawsze u mnie.

Nie zapraszał mnie też do siebie, nie przedstawił znajomym ani rodzinie, choć znaliśmy się już pół roku. Zawsze on decydował o terminach spotkań, a mimo to często spóźniał się lub je odwoływał.

– Kiedy będzie twoja rozprawa rozwodowa? – dopytywałam, a on wciąż mnie zbywał, tłumacząc wszystko opieszałością sądów.

Zaczynałam już podejrzewać, że coś kombinuje, ale nie chciało mi się wierzyć, że mógłby mnie tak bezczelnie okłamywać. Mówiłam mu nieraz, że jeśli okaże się, że prowadzi podwójne życie, nie ma co liczyć na moją łaskę. Zapewniał, że tak nie jest.

Pewnego dnia, wracając z pracy, wstąpiłam do centrum handlowego, żeby kupić Maćkowi mikołajkowy prezent, a sobie jakąś nową sukienkę. Zbliżały się święta i liczyłam, że spędzimy je razem, a Maciek zaprosi mnie w końcu do jakiejś restauracji w wiadomym celu…

Nagle na parkingu zauważyłam jego auto. Pomyślałam, że też tu jest i do niego zadzwoniłam. Nie odebrał telefonu. Trudno, może nie słyszał. Weszłam do galerii i nagle w oddali zauważyłam mężczyznę, który przypominał go posturą. Stał tyłem do mnie i przytulał jakąś kobietę!

Wyszłam ze sklepu i zalałam się łzami

Podeszłam bliżej i nie miałam już żadnych wątpliwości. Maciek! Okłamywał mnie przez wiele miesięcy! Czułam bolesny ucisk w żołądku, dostałam też solidnego kopa adrenaliny. Nie zamierzałam tego tak zostawić! Musiałam zdemaskować jego oszustwo. Tu i teraz!

– Cześć! – zawołałam, a on się odwrócił i zbladł jak ściana.

– Dzień dobry – powiedziała jego żona, nie miałam wątpliwości, kim jest towarzysząca mu kobieta i co ich łączy.

– Czy pani wie, kim jestem?

– Nie… przepraszam. Znamy się?

– Ja doskonale znam pani męża. Jestem jego kochanką. Twierdził, że jest rozwiedziony.
Kobieta, zszokowana, patrzyła raz na mnie, raz na Maćka, który zaczął gorliwie i ze świętym oburzeniem zaprzeczać.

– Pani chyba zwariowała! – zaatakował mnie, a ja bez słowa znalazłam w komórce  nasze romantyczne zdjęcia i podałam telefon żonie tego cholernego gnojka.

– Proszę! Tu ma pani dowód. Musi mi pani uwierzyć, że zostałam oszukana tak samo jak pani. Okłamywał mnie cynicznie przez ostatnie pół roku. Nie spotkam się już nigdy z pani mężem… Chciałam, żeby miała pani świadomość, co on robi za pani plecami!

Teraz już nie mógł iść w zaparte. Jego żona wpatrywała się w niego wzrokiem, w którym nienawiść mieszała się z niedowierzaniem. Wyszłam ze sklepu i zalałam się łzami. Maciek wielokrotnie próbował się ze mną skontaktować, ale nie reagowałam.

Najpierw jego SMS-y były pełne złości, jakbym ja była wszystkiemu winna. Z czasem ton wiadomości się zmienił – Maciek pisał, że teraz jego małżeństwo naprawdę jest skończone i… chce do mnie wrócić. Co za gnojek! Po tym, jak mnie oszukał, miałabym z nim być tylko dlatego, że żona go rzuciła?!

Niedoczekanie! Zresztą postanowiłam sobie, że to był mój ostatni związek. Po co mi kolejne przykre doświadczenia? Pogodziłam się z tym, że będę sama. Żyję teraz jak singielka – często wyjeżdżam, spotykam się ze znajomymi, sprawiam sobie przyjemności.  Życie w pojedynkę to nie koniec świata!

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts