Mężczyzna wysiadł z samochodu i zapukał do drzwi. Chciał tylko coś zjeść i przenocować, a uratował człowieka.

Ta historia wydarzyła się mojej prababci i jest opowiadana z pokolenia na pokolenie, nie wiem czy dobrze pamiętam wszystkie fakty, ale ostatnio opowiedziałam ją mojej córce.
Pewien młody człowiek wybrał się w daleką, jak na tamte czasy, podróż, by odebrać nagrodę za swoje osiągnięcia w dziedzinie medycyny, za zachodnią granicą naszego państwa. Był znanym medykiem, który wciąż był żądny wiedzy i szukał możliwości rozwoju. Postanowił wybrać się własnym samochodem, gdyż inne możliwości dojazdu na miejsce były ograniczone. W połowie drogi rozpętała się straszna śnieżyca i nie było widać nic, a drogi zrobiły się nieprzejezdne. Postanowił przeczekać najgorsze w najbliższej chacie, którą uda mu się napotkać i tak właśnie trafił do mojej prababci.

Kiedy pukał do jej drzwi, był już kompletnie przemarznięty i zrezygnowany. Drzwi otworzyła mu młoda i piękna kobieta o smutnych oczach, a on nie szczędząc uprzejmości poprosił o coś ciepłego do jedzenia i możliwość przenocowania. Dostał gorącej zupy i wywar z ziół na rozgrzanie, a potem moja prababcia zaprosiła go do wspólnej modlitwy. Okazało się, że młody lekarz nie był osobą wierzącą i grzecznie odmówił, jednak z zaciekawieniem obserwował, jak kobieta klęka przy łóżku i w słabym świetle świec dostrzegł, że leżało tam małe dziecko.

Od razu zrozumiał, że kobieta potrzebuje pomocy, zaczekał aż skończy się modlić i zapytał ją o co tak żarliwie prosiła Boga i skąd wie, że akurat ją wysłucha. Na co moja prababcia odrzekła, że prosiła o uzdrowienie jej synka, który pół roku wcześniej zachorował i nie było wiadomo co mu jest. Tamtejsi lekarze odsyłali ją do młodego lekarza o imieniu Stanisław, ale nie było jej stać na podróż tak daleko, poza tym bała się, że syn tego nie przeżyje. Zawierzyła więc Bogu ich los i modliła się o cud. Potem dodała, że jej modlitwy jeszcze nie zostały wysłuchane, ale mocno wierzy, że syn wyzdrowieje.

Mężczyzna oniemiał, a z oczu zaczęły mu płynąć łzy… Kiedy odzyskał głos, powiedział: „Nie wiem jak to możliwe, ale Bóg właśnie wysłuchał Twojej modlitwy”. W momencie przypomniał sobie wszystkie znaki na swej drodze, które go tutaj doprowadziły to nie był przypadek, to był cud. Potem podszedł to łóżka, w którym spało dziecko i zdiagnozował rzadką chorobę układu odpornościowego, którą odkrył kilka lat wcześniej. Następnego dnia wyruszył w dalszą drogę, a po tygodniu do mojej prababci dotarły leki, które przywróciły zdrowie jej synowi.

Prababcia nigdy nie przestała wierzyć i zawsze powtarzała, że w życiu nie ma przypadków, zawsze dostajemy dokładnie to, co zostało dla nas przygotowane.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts