„Szukam kobiety na podobieństwo żony. Ma być uległa, cicha i zadbana. Zostawiłem nawet ubrania po Zosi dla następczyni”

„Wkurzają mnie głupie wydatki, jakieś kremy, perfumy i inne kretyństwa. Kobieta powinna być naturalna, czysta, bez tapety na twarzy. Ubranie skromne, stosowne do wieku. Moja żona tak się ubierała. Do tej pory nie pozbyłem się jej ubrań, mogłyby się przydać nowej pani domu, bo po co wydawać na nowe, kiedy szafa pełna dobrych ciuchów”.

Póki jestem sprawny i zdrowy chcę żyć własnym życiem, a nie jak jakiś starzec zależny od rodziny. Moja córka namawia mnie, żebym się do niej wprowadził. Dzieci byłyby dopilnowane, zupę jakąś bym jej upichcił, bo ona nie zawsze zdąży.

– No i emerytura taty poszłaby do wspólnej portmonetki – dodaje Sonia szczerze. – Każdy grosz się przyda w tych czasach, więc za te parę złotych byłby wikt i opierunek… A mieszkanie ojca by się wynajęło; nawet już ktoś jest zainteresowany.

Nie chcę tego!

Po pierwsze, ta moja emerytura wcale nie jest niska, więc faktycznie dla mojej córki byłaby to realna pomoc. Tyle że ja całe życie miałem własne pieniądze i nie mam zamiaru na stare lata żyć na cudzej łasce. Po drugie, jestem samodzielny, radzę sobie i nie chce mi się nigdzie przenosić! Moja Sonia sama wychowuje trójkę dzieci. Jej mąż płaci alimenty, jak mu je wyrwie z gardła. W domu bałagan i rozprężenie, bo córka na nic nie ma czasu. Przydałbym się ja i moje pieniądze…

Mam 67 lat. Jestem wdowcem. Ludzie mówią, że zdziwaczałem, odkąd umarła mi żona, ale ja myślę, że nigdy nie byłem ideałem. Moje najgorsze cechy, to upór, mrukliwość i nienowoczesność. Zosia była cicha, ustępliwa, łagodna, więc ze mną wytrzymywała; gdybym teraz znalazł taką kobietę, od razu bym się koło niej zakręcił. Mój dobry kolega zaciągnął mnie kiedyś na jakiś wieczorek dla samotnych. On często bywa na takich imprezach, bo też szuka żony. Ubrałem się elegancko – biała koszula, garnitur, krawat – i poszedłem. Panie święty! To był jakiś koszmar!

Głośna muzyka, pań 3 razy więcej niż panów i wszystkie roztrajkotane, zachowujące się prowokacyjnie! Ja jestem tak wychowany, że to mężczyzna zaczyna znajomość i czeka, aż kobieta się zgodzi albo nie zgodzi. A tutaj, wymalowane, wyfarbowane i wysztafirowane kandydatki wręcz napadały na chłopów! Uciekłem stamtąd po godzinie.

Ja wobec kobiety mam konkretne wymagania

– Ty idiota jesteś! – złościł się mój kolega. – Nigdy nikogo nie znajdziesz!

– Takich nie szukam! Ja chcę spokojnej, miłej, nienarzucającej się…

– Takich nie ma, nie te czasy. Teraz babki rządzą światem. Nie zauważyłeś?

Skoro nie ma, to zostaje mi samotne życie albo zamieszkanie z moją córką i jej dzieciakami. Jedno i drugie do luftu! A co ja mógłbym dać takiej, która by mi się spodobała? Wszystko potrafię w domu zrobić, znam się na elektryce i hydraulice, potrafię ugotować, uprać i posprzątać. Nawet przetwory na zimę mi dobrze wychodzą; moje marynowane grzybki i ogórki są naprawdę smaczne. Prowadzę samochód, więc byłbym gotów jeździć na wycieczki i gdzie by tylko było trzeba. Niestety, nie lubię zakupów w supermarketach, ale mógłbym spokojnie poczekać, jeśliby moja partnerka tego potrzebowała.

Za przyjęciami i gośćmi nie przepadam. Zawsze się męczyłem za stołem zastawionym jedzeniem i piciem. Dla mnie dwa, 3 kieliszki to już dużo. Za to palę papierosy i z tego nie zrezygnuję! Jestem oszczędny, ale nie jestem skąpy. Lubię mieć pieniądze na czarną godzinę. Wkurzają mnie głupie wydatki, na przykład jakieś kremy, perfumy i inne kretyństwa. Kobieta powinna być naturalna, czysta, bez tapety na twarzy i udawania nastolatki. Ubranie skromne i stosowne do wieku… Moja żona tak się ubierała. Do tej pory nie pozbyłem się jej garsonek i płaszczy; mogłyby się przydać, bo po co wydawać na nowe, kiedy szafa pełna dobrych, eleganckich ubrań! Wolałbym także, żeby to była osoba bezdzietna, niemająca żadnych zobowiązań, bo to się na ogół źle kończy. Znam przykłady, kiedy kobieta zawierała związek z jakimś mężczyzną tylko po to, żeby pomagać swojemu potomstwu. Oszukiwała swojego partnera i ciągnęła do siebie, bo syn albo córka tylko czekali na jakieś profity.

Ja bym tego nie zniósł i nie tolerował

Jest jeszcze jedna sprawa, ważna, chociaż w starszym wieku ludzie już mniej myślą o cielesności, ale to mimo wszystko istotne. Ja, odkąd mam kłopoty z ciśnieniem i stale biorę leki, nie jestem już taki sprawny jak kiedyś. Moja przyszła żona powinna o tym wiedzieć, nigdy bym jej nie oszukał ani nie zwodził… Zdrowo jem, jestem w ruchu, wierzę w ziołowe kuracje i kiedy tylko coś jest ze mną nie tak, idę do pana Mietka, który prowadzi najlepszą zielarnię w naszym mieście. Nawet mydło i pastę do zębów tylko tam u niego kupuję. Co jakiś czas robię zapas ziół na parę tygodni: na wątrobę, na trawienie, przeziębienie, na spokój i zdrowy sen.

Tym razem też poszedłem do tego miłego sklepiku pachnącego tak samo jak niegdyś strych mojej babci, która tam suszyła dziurawiec, miętę, szałwię i inne ziółka. Ale za ladą nie było pana Mietka. Przywitała mnie niewysoka pani w twarzowych okularach. Okazało się, że jest szwagierką właściciela zielarni, który na kilka tygodni wyjechał do sanatorium.

– Prosił o zastępstwo, więc się zgodziłam, bo to i zastrzyk finansowy i kontakt z ludźmi, a w moim wieku jedno i drugie się liczy – powiedziała.

Miała bardzo miły uśmiech. Była ubrana w szary sweterek i białą bluzkę. Wyglądała czyściutko, naturalnie i elegancko, czyli tak, jak lubię! Spędziłem na kupowaniu ziół dobre pół godziny. Wychodząc, wiedziałem, że pani ma na imię Barbara i jest od dawna samotna. Wyglądała na osobę pogodną. Miała ciepły głos, poruszała się zręcznie, ładnie i delikatnie pachniała.

Spodobała mi się!

Cały następny dzień kombinowałem, jak się do niej zbliżyć… Wymyśliłem, że niby zapomniałem o specjalnej mieszance ziołowej na drogi oddechowe, i zaraz po otwarciu pojawiłem się w sklepiku.

Ogoliłem się staranniej niż zwykle. Włożyłem nowy sweter i odpowiednią koszulę. Wyczyściłem buty jak na jakieś święto. Byłem pewien, że taka kobieta jak ona na pewno to zauważy. Wcale się nie zdziwiła. Jakby się spodziewała, że przyjdę! Od razu zaczęliśmy gawędzić o zdrowiu, medycynie niekonwencjonalnej, gotowaniu, a potem przeszliśmy do tematów o życiu i w ogóle… Klienci wchodzili i wychodzili, coś kupowali, wybierali, zastanawiali się i prosili o radę. Pani Basia dla wszystkich była tak samo życzliwa, sympatyczna i rzeczowa. Widać było, że się zna na ziołach. Jakoś niepostrzeżenie postawiła dla mnie krzesło na boczku sklepiku i traktowała jak dobrego znajomego. Poczęstowała mnie pyszną owocową herbatą, ciasteczkami własnego wypieku i nawet nie wiem, jak minęło parę godzin.

– Odwiedzi mnie pan jeszcze kiedyś? – zapytała, kiedy wreszcie, choć niechętnie, zacząłem się żegnać.

– Na 100 procent! – zapewniłem uradowany. – A nie będę przeszkadzał?

– Skąd! Jeszcze nigdy i z nikim tak dobrze mi się nie rozmawiało – uśmiechała się i wcale się nie wstydziła drobnych zmarszczek, które jej się robiły dookoła oczu. – A może pan wybierze się ze mną na spacer albo na wycieczkę za miasto?

Gdybym nie miał prawie 70-tki, podskoczyłbym z radości! Rosła we mnie pewność, że już nie muszę szukać kobiety na dobre i złe. Właśnie ją znalazłem!

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts