Nie chcę wyjść ani na pazerną, ani na naiwną.

Dzisiaj chciałabym się Wam zwierzyć z rozterek, jakie mną targają. Nie mam się kogo poradzić ani komu wyżalić i naprawdę nie wiem, jak mam postąpić.

Wiele lat temu, kiedy poślubiłam Tadeusza, jego matka kupiła mu mieszkanie na kredyt hipoteczny, który sama spłacała. Mój mąż włożył niewielką kwotę do tego mieszkania a ja nie zainwestowałam w nie ani grosza, ponieważ byłam wtedy na urlopie macierzyńskim i nie miałam swoich oszczędności. Mieszkanie zostało zapisane na męża i teściową.

Niedawno usłyszałam od Tadeusza, że już mnie nie kocha i chce się rozwieść. Pomijam szok, jaki przeżyłam, gdy usłyszałam tą nowinę, zwłaszcza, że mąż grzecznie lecz dobitnie oświadczył mi, że mam się wyprowadzić z domu.
Teściowa zaczęła nalegać, żebym podpisała dokumenty, które pozwolą Tadeuszowi przepisać jego część domu na nią. Mieszkanie byłoby w całości jej własnością.

Zdaję sobie sprawę, że nie miałam żadnego wkładu w kupno tego mieszkania, dlatego w sumie nie jestem przeciwna takiemu rozwiązaniu, jednak zaczęłam myśleć o swoim dziecku. Nie chciałabym pozbawiać go w przyszłości domu. Zapewne mój “jeszcze” mąż założy kiedyś nową rodzinę, będzie miał może inne dzieci i wtedy to one otrzymają mieszkanie.

Teściowa mnie zapewnia, że nie zostawi mojego dziecka na lodzie. Nasze relacje zawsze były dosyć dobre, można powiedzieć, że pomagała mi więcej niż moi rodzice. Jednak nie wierzę w jej zapewnienia.

Na moją sugestię, by Tadeusz przepisał swoją część mieszkania na naszego syna, nie zareagowali pozytywnie. Myślę, że chcą mnie w jakiś sposób oszukać.

Naprawdę nie zależy mi na tym, by mieć udział w tym mieszkaniu. W końcu nigdy nie było moje. Całe szczęście, że mam swoją małą kawalerkę, do której mogę się teraz wprowadzi z synkiem. Chcę po prostu, by syn był zabezpieczony i nie rozumiem, dlaczego Tadeusz tak się wzbrania przed wpisaniem swojego dziecka jako współwłaściciela.

Mąż mnie zapewnia, że nigdy nie skrzywdzi naszego syna i nie pozbawi go domu. A ja nie chcę wyjść na naiwną osobę, do której po latach dziecko powie: “Mamo, jaka Ty byłaś głupia”.

Nie mam pojęcia co zrobić. Jak rozwiązać tę sytuację. Nie chcę wyjść ani na pazerną, ani na naiwną. Macie jakieś sugestie?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts