To była trudna i bolesna historia, która rozegrała się trzy lata temu. Wtedy to wyrzuciłam moją synową Izę z mieszkania, przekonana, że jej dziecko nie jest moim wnukiem. Teraz, patrząc wstecz, gorzko żałuję swoich decyzji.

Pamiętam ten dzień, gdy wybuchła awantura. Krzyczałam na Izę, moją synową, i mówiłam jej, żeby zabrała swoje dziecko i odeszła. Byłam przekonana, że to nie mój wnuk, ale Jacek, mój syn, ufał żonie bezgranicznie. Iza nic nie robiła poza wpatrywaniem się we mnie i troskliwym tuleniem swojego płaczącego dziecka. Jeszcze przed narodzeniem Marcinka, przez całą ciążę synowej powtarzałam, że to nie możliwe, żeby nosiła dziecko mojego syna. Jacek zawsze był we mnie wpatrzony, wychowałam go na maminsynka, ale dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że popełniłam błąd. Nawet założenie rodziny nie zmieniło tego faktu i traktował mnie lepiej niż własną żonę. Iza była bezradna wobec tej sytuacji i jedynie patrzyła na męża ze łzami w oczach.

„Jacek, dlaczego pozwalasz swojej matce dokuczać mi z byle powodu? Co zrobiłam złego?” – pytała z rozpaczą. Ale mój syn nie przejmował się zbytnio uczuciami żony i uspokajał ją, tłumacząc, że musi mieć więcej cierpliwości i mnie zrozumieć. Nie rozumiałam dlaczego Iza tak się złości, przecież chciałam dla mojego syna jak najlepiej. To dlatego od początku chciałam ukrócić ich małżeństwo i zapobiec tragedii i fali wstydu, gdy wyjdzie na jaw, że Iza zdradziła Jacka. Nie wiem dlaczego byłam o tym przekonana, ale widocznie ta sytuacja wyczerpała cierpliwość synowej. Po urodzeniu Marcinka nie dawałam jej spokoju i przypatrywałam się dziecku, w którym nie widziałam ani krzty podobieństwa do Jacka, więc głośno wyrażałam swoje zdanie. Wtedy Iza spakowała swoje rzeczy i wyprowadziła się do rodziców.

Mój syn potraktował jej ucieczkę jak przyznanie się do winy i momentalnie przestał jej ufać, nawet nie próbował jej zatrzymać. W tamtym momencie czułam, że wygrałam, a w oczach Izy widziałam ogromny zawód i żal. Wraz z synem wróciliśmy do normalnego życia i nie rozmawialiśmy ani o Izie, ani o dziecku. Nigdy nie pomyślałam jak ona musiała się wtedy czuć. Niestety, pewnego dnia los mi się odpłacił za całe zło, które wyrządziłam synowej, myślę, że dla Jacka też była to kara. Kiedy mój syn wracał późnym wieczorem do domu, jakaś banda młodych mężczyzn zaatakowała go, okradła i pobiła. Jacek nie odzyskał przytomności i zmarł w wyniku obrażeń. Codziennie wieczorem wchodziłam do pokoju mojego syna, dotykałam jego rzeczy i płakałam… To było dla mnie nie do zniesienia.

Pewnego dnia, gdy wracałam z cmentarza, spotkałam swoją byłą synową. Wyglądała zupełnie inaczej, była radosna i pięknie się uśmiechała do małego Marcinka. Gdy mnie zobaczyła, całkowicie zmieniła wyraz twarzy i czułam, że nie chce mnie widzieć. Mimo to musiałam do niej podejść, miałam ogromne wyrzuty sumienia, że tak źle ją potraktowałam i zniszczyłam małżeństwo z moim synem. Myślę, że gdyby nie ja, to Jacek wciąż by żył i spełniałby się jako ojciec i mąż.
„Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam. To ja zrujnowałam twoją rodzinę i swoją także. Jestem najgorszą osobą na świecie…” – mówiłam przez łzy.

Iza wybaczyła mi i zlitowała się nade mną, nad swoją byłą teściową. Teraz pozwala mi czasami kontaktować się z wnukiem. Teraz wiem, że nie miałam racji, Marcinek przypomina Jacka we wszystkim, nie wiem skąd były we mnie te wątpliwości, a potem taka pewność, że Iza nie była wierna mężowi. Marcinek to jedyne co pozostało mi po Jacku.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts