„Syn pozbył się dziewczyny jak starych gaci. Wykrzyczał mi w twarz, że ma dość matkowania. Wychowałam egoistę”

„Co tu się, do licha, wyprawia. Jakieś karty, alkohol, dziewczyny – co to ma być? Chłop dwadzieścia osiem lat i imprezuje jak uczniak?! Co za cymbał! Miał przy sobie mądrą kobietę, a teraz będzie się słuchał jakiejś durnej owieczki”.

Akurat zrobiło się strasznie zimno, miałam więc motywację, żeby dokończyć sweter dla Magdusi. „Świetny gust ma dziewczyna, zawsze jednocześnie schludna i odrobinkę ekstrawagancka – pomyślałam, rozkładając robótkę. – Tak to zgrabnie zaprojektowała!“.

Przyszywałam już rękawy, gdy zajrzała sąsiadka z dołu, niby po sól, ale wiadomo, że nudzi się kobiecie, więc zaległa na dobre. No dobrze, przynajmniej pomogła mi nawinąć resztki wełny.

Nie mogła się sweterka nachwalić, a jak jeszcze powiedziałam, że to dla przyszłej synowej, w ogóle stwierdziła, że mam szczęście. Taką fajną dziewczynę Michaś znalazł, do tego dentystkę… Nie to, co jej Konrad, pierwsza lepsza na dzieciaka go złapała – i co Alina z tego ma? Musieli za morze wyjechać, żeby przeżyć, wnuczkę raz na rok widuje!

Już nie wypomniałam, jak całe lata sama portek szukała, zamiast się synem zajmować, dopilnować, żeby na manowce nie zszedł, szkoły pokończył… Faktycznie, teraz nie ma czego zazdrościć, po co leżącego kopać?

Ale jak to, Magdusi nie będzie?

Michaś przyjechał w sobotę, ale sam. Nie chciałam być wścibska, więc tylko zapytałam, czy na niedzielny obiad wpadną jak zwykle.

– Nie sądzę – burknął, myszkując w przedpokoju po szafce z butami.

– Magdusi sweter skończyłam – wyjaśniłam. – Dobrze by było, gdyby przymierzyła.

– Ona na pewno nie przyjedzie.

– Znowu pojechała na jakąś konferencję? – domyśliłam się. – Taka zapracowana dziewczyna, trochę by odpoczęła, a nie tylko…

– Mamo! – Michaś wylazł z szafy, pewnie znalazł w końcu to, czego szukał. – Magdusi nie ma i nie będzie. Wyprowadziła się.

Teraz, gdy już prawie ustaliliśmy odpowiadającą wszystkim datę ślubu?! Michał się zaciął: nie ma czasu ani chęci o tym gadać. Właściwie wpadł tylko po buty, bo wyjeżdża na weekend. I po co mi wszystko wiedzieć? Co ja – agent wywiadu jestem?!

Zdenerwowałam się, jak tak można rodzoną matkę traktować?! Potem, gdy już wyszedł, pomyślałam, że pewnie się poprztykali. Już raz tak było kilka lat temu, Magdusia zabrała bambetle i pojechała do rodziców. Na pewno się ułoży, w końcu tyle lat są ze sobą, jeszcze od liceum!

Niech lepiej teraz wszystkie spory załatwią, bo po ślubie już nie będzie wypadało żadnych hec odstawiać. Czekałam zatem spokojnie, aż burza przeminie, ale przyznam, że mnie nosiło. Tym bardziej że Michał wpadał rzadko, zawsze już od drzwi wołając, że on tylko na moment.

Przez ostatnie dwa tygodnie wręcz jakby się pod ziemię zapadł, a gdy mi się wreszcie udało dodzwonić, powiedział tylko, że ma urwanie głowy w pracy, bo jakiś ważny projekt kończą.

A tu Alina dwa dni temu przyleciała, tradycyjnie niby po sól, ale widziałam, że aż pęka od plotek. W końcu nie wytrzymała i pyta, czy mój syn nadal z tą swoją dentystką mieszka.

– A co? – odpowiedziałam pytaniem, bo co się będę zwierzać?

Równie dobrze mogłabym nadawać wiadomości przez radiowęzeł.

– A bo… – zawiesiła głos i oczy jej rozbłysły jak dwa halogeny – sama nie wiem, czy ci powinnam mówić, Halinko…

– A to już jak sobie chcesz – wzruszyłam ramionami, ale w głębi duszy marzyłam, żeby ją złapać za tleniony łeb i wyciągnąć wszystkie newsy, choćby na torturach. – Dorosła jesteś.

– Wczoraj byłam u lekarza w śródmieściu i widziałam twojego Michała z jakąś dziewczyną. Całkiem inną niż ta!

Blondyna do pięt naszej Magdusi nie dorastała

Machnęłam ręką, że niby jakaś kuzynka Magdusi miała ich odwiedzić, Kowalska tylko popatrzyła badawczo, głową pokręciła, w końcu wzięła tę sól i polazła do siebie. A ja zostałam cała roztrzęsiona. Co tam się w ogóle dzieje? Tak dalej być nie może, muszę się z Michasiem rozmówić i już – postanowiłam. W końcu jesteśmy rodziną!

Nalepiłam pierogów z jagodami, takich jak najbardziej lubi, i nazajutrz wieczorem ruszyłam na przeszpiegi. Bez względu na ilość roboty, o siódmej już powinien być w domu. Zimno było jak diabli, więc postanowiłam po taksówkę zadzwonić, niechże się ta emerytura po mężu raz na coś przyda.

Zajechaliśmy pod blok Michała, wyjrzałam tylko, czy w oknie się świeci, i odprawiłam kierowcę. Dzwonię domofonem – i nic, zero reakcji. Dobrze, że sąsiad z parteru wchodził i mnie poznał, to weszłam razem z nim.

Im wyżej szłam, tym było głośniej. Najpierw się zżymałam, jak ktoś może tak życie sąsiadom uprzykrzać, a potem, gdy już miałam jasność, że hałas dochodzi z mieszkania syna, bardzo się wystraszyłam. Przecież Michał zawsze cichutko, w słuchawkach…

Od razu mi się przypomniał ten film, co ostatnio w telewizji dawali, jak się chłopak wieszał, a wcześniej radio podkręcił, żeby z całą mocą grało. Dzwonię, stukam, nic. Aż mnie zimny pot oblał. Ale naraz jakieś drzwi się tam wewnątrz otworzyły, bo usłyszałam głosy, a potem Michał otworzył i już stał przede mną – cały, zdrowy, a nawet jakby z lekka nietrzeźwy.

– Mama? – gapił się na mnie, jakby ducha zobaczył.

– No, mama, mama – zdenerwowałam się. – Wpuścisz mnie czy mam tak na progu stać?

– Idziesz, Mikeandżelo? – z wnętrza wynurzyła się duża blondyna. – Teraz twoja kolej! Ooo – zauważyła mnie. – Pani też na pokerka?

– To moja matka, owieczko – Michał wziął ją za ramiona i popchnął do pokoju. – Rafał, możesz przypilnować, żeby nikt nie przeszkadzał chociaż przez pięć minut? Pogadać muszę – krzyknął do wnętrza.

Pokerek! A ja się martwiłam, że synuś sobie krzywdę zrobił! Stara, głupia baba, ot co! Już się do środka nie pchałam, tylko pytam, co tu się, do licha, wyprawia. Za czasów Magdusi żadnych głupot nie było. Jakieś karty, alkohol, dziewczyny – co to ma być? Chłop dwadzieścia osiem lat i imprezuje jak uczniak?!

– Najpierw ty mnie pilnowałaś – Michał oparł się o futrynę i czknął. – Potem ona. W ogóle sobie nie pożyłem, ciągle tylko praca – dom, praca – dom. A gówno!

– Zostawiłeś taką dziewczynę, żeby grać w pokera? – mało nie rzuciłam w niego garem z pierogami.

– Nikogo nie rzuciłem – chciał hardo unieść głowę, ale się zachwiał. – Rozwiązaliśmy umowę za porozumieniem stron. I nie żałuję. Wreszcie nikt mi nie dyktuje, co mam robić.

No i jak on sobie w życiu poradzi, cymbał jeden?!

Gdzieś z głębi znów usłyszałam, że blondyna go woła. Co za cymbał! Miał przy sobie mądrą kobietę, a teraz będzie się słuchał jakiejś durnej owieczki. Odwróciłam się bez słowa i zaczęłam schodzić po schodach. Syn znalazł w sobie jeszcze na tyle przyzwoitości, że krzyknął za mną, czy wezwać taksówkę.

– Obejdzie się – prychnęłam.

Niech się wypcha! A pierogów mu nie dam! Szłam potem na autobus i zastanawiałam się, co robić. Chyba zadzwonię do Magdusi i pod pretekstem przymiarki swetra nakłonię ją do spotkania. Pogadamy rozsądnie, jak kobieta z kobietą; dowiem się, o co poszło. Może nawet nakłonię, żeby wróciła? Przecież się ten głupek zbiesi całkiem, jeśli ktoś mądrzejszy nim nie pokieruje!

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts