„Mąż wymienił mnie na nowszy model. Zapomniałam o rozwodzie. Teraz ten drań jest chory i muszę się nim opiekować”

„Michał miał wypadek, dochodzi do siebie, lecz będzie wymagał opieki, którą muszę mu, jako prawowita żona, zapewnić. Zapomniałam o rozwodzie i stałam się niewolnicą złotego krążka, który miał być symbolem mojego małżeństwa. Obietnicą jego nierozerwalności”.

Niewiele pamiętam z tamtego dnia. Najbardziej gorycz kawy. Kiedy Michał poprosił o rozmowę, sądziłam, że chce, abyśmy zastanowili się nad prezentem na rocznicę ślubu jego rodziców. Okrągłą, a więc i prezent musiał być odpowiedni. Zaparzyłam kawę i usiadłam w fotelu naprzeciwko Michała.

– To teraz mów, co wymyśliłeś – zaczęłam.

Przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu; miałam wrażenie, że gorączkowo się nad czymś zastanawia. Upiłam łyk kawy i już miałam go ponaglić, gdy wypalił krótko i prostu z mostu:

– Odchodzę.

– Jakaś niedobra ta kawa…

– Słyszałaś, co powiedziałem?

– Tak, oczywiście – zapewniłam go i dodałam machinalnie: – Pewnie mleko było stare.

Mąż patrzył na mnie zdumiony. Pewnie myślał, że będę płakać, krzyczeć, histeryzować, błagać, żeby nie odchodził, obiecywać, że się zmienię, przepraszać… Na to wszystko miał dopiero nadejść czas, teraz była pora na kawę.

Wiele razy potem rozmyślałam nad tą swoją pierwszą reakcją na wiadomość, że oto wali mi się świat, kończy małżeństwo, życie traci sens. Czy to nie dziwne, że byłam taka spokojna? Może powód był prozaiczny: podejrzewałam, że Michał kogoś ma.

Zresztą nie po raz pierwszy. Od lat miewał przygody, wiedziałam o nich. On chyba też wiedział, że ja wiem, ale panował między nami niepisany układ, który mogłabym nazwać grą w szczęśliwe małżeństwo. On robił skok w bok, ja czekałam, aż się wybawi i niczym syn marnotrawny wróci na łono rodziny. Zawsze wracał.

Tym razem miało być inaczej

Kiedy dotarło do mnie, że to się dzieje naprawdę, że gra skończona – ziemia usunęła mi się spod nóg. Obwiniałam siebie, jego, ją, cały świat. Czułam okropny żal i przerażający lęk. Co będzie dalej? Jak sobie poradzę sama?

Nasza córka dość spokojnie przeżyła wiadomość, że się rozstajemy. Była wtedy zresztą skupiona przede wszystkim na sobie. Od dwóch lat starała się o dziecko, przeszła kurację hormonalną, nie czuła się najlepiej. Dlatego nawet w najgorszym okresie starałam się nie obciążać jej tym, co przechodziłam.

A było naprawdę źle. Gdy kobieta słyszy od męża, któremu poświęciła najlepsze lata swojego życia, że oto wymienia ją na młodszy model, trudno się spodziewać, że spokojnie powie: krzyżyk na drogę.

Nie potrafiłam unieść się honorem, walczyłam o Michała jak lwica. Błagałam, żeby mnie nie zostawiał. Wydzwaniałam do tamtej, wyzywając ją albo nawet i grożąc.

Nie wyobrażałam sobie życia bez Michała. Wydawało mi się, że bez niego jestem nikim. Byłam nikim – przecież dlatego mnie zostawił.

– Trudno się dziwić – skarżyłam się na babskich spotkaniach przypominających teraz sesje terapeutyczne, na których przyjaciółki robiły, co mogły, żebym się kompletnie nie rozsypała. – Jestem gruba, stara, nudna…

– Nieprawda! – huknęła na mnie Agnieszka. – Jesteś superbabką!

– Gdybym była taka super – przerwałam jej – Michał by mnie nie zostawił.

– Michał jest idiotą – oświadczyła Monika, która nigdy nie przepadała za moim mężem.

– Ale ja go kocham! – rozryczałam się.

Przez kolejny kwadrans Monika rzucała pod adresem Michała najgorsze obelgi, a Agnieszka i Renata pocieszały mnie, powtarzając, że wszystko będzie dobrze.

– Musisz zupełnie się odciąć od tego drania. Co z rozwodem? – Monika zawsze była najbardziej konkretna z naszej czwórki.

– A co ma być? – spojrzałam zdziwiona.

Jakoś wcześniej o tym nie myślałam. Wciąż łudziłam się, że Michał jednak się opamięta.

– Powinnaś wystąpić o rozwód z jego winy – oznajmiła Monika.

Wyobraziłam sobie salę sądową: po jednej stronie ja, po drugiej Michał. Nie!

– Nie chcę o tym myśleć – wykrztusiłam.

Byłam pewna, że moje życie już na zawsze pozostanie smutne i nijakie. Kilka miesięcy później okazało się, że byłam w błędzie. Wkrótce miałam zostać babcią!

Kiedy Michał układał sobie na nowo życie ze swoją niunią – tak nazywałyśmy z dziewczynami panią, która rozbiła nasze małżeństwo – ja biegałam z Pauliną do szkoły rodzenia i wybierałam śpioszki dla bliźniaków.

Zięć jest kierowcą tira i często wyjeżdża, a że córka kiepsko znosiła ciążę, więc na jakiś czas przeprowadziła się do mnie. Dziękowałam Bogu, że nie spieszyłam się z tym rozwodem. Michał wystąpiłby pewnie o podział majątku; musiałabym sprzedać nasze mieszkanie, żeby go spłacić. A tak miałam Paulinę pod okiem.

Jestem jego żoną, mam wobec niego obowiązki

Po porodzie córka wróciła do siebie, ale kiedy zięć jechał w trasę, nocowała u mnie. Trudno jej było samej opiekować się dwójką niemowląt, tym bardziej że urodziły się kilka tygodni za wcześnie i wymagały rehabilitacji.

Byłam tak zakochana we wnukach i zajęta pomocą córce, że zupełnie przestałam myśleć o Michale. Nie wiedzieć kiedy wykreśliłam go ze swojego życia. Przestał dla mnie istnieć do tego stopnia, że gdy odebrałam telefon i ktoś zapytał, czy jestem jego żoną, odruchowo powiedziałam, że to pomyłka.

– Podano nam ten numer…

– Kto pani podał? – spytałam tknięta złym przeczuciem. – I kim w ogóle pani jest?

– Dzwonię ze szpitala. A numer mam od pani Iwony… – Niunia miała na imię Iwona.

– Ze szpitala? – byłam bardziej zdziwiona niż zaniepokojona. – Coś się stało Michałowi?

– To jest pani jego żoną czy nie?

– Nie jestem. To znaczy teoretycznie jestem, ale… To skomplikowane.

– Najlepiej będzie, jeśli pani przyjedzie do szpitala wojewódzkiego. Oddział chirurgii, piąte piętro. Do widzenia – kobieta się rozłączyła, zanim zdążyłam coś powiedzieć.

Pojechałam do szpitala, mając nadzieję, że wyjaśnię, co trzeba, i zaraz wrócę. I że nie będę musiała spotykać się z Michałem… Z nim rzeczywiście się nie spotkałam, ale na korytarzu czekała na mnie niunia. Kiedyś już ją widziałam, wtedy wydawała mi się bardzo atrakcyjna. Teraz z satysfakcją uznałam, że ja w jej wieku wcale nie byłam gorsza.

– Dobrze, że pani przyjechała. Michał miał wypadek – przeszła od razu do rzeczy.

– Żyje? – spytałam odruchowo.

– Tak, ale jego stan jest poważny.

Poczułam, że robi mi się gorąco.

– To znaczy, będzie żył – machnęła ręką uspokajająco. – Ale wymaga opieki.

– A co ja mam do tego? – wykrztusiłam.

– Pani jest jego żoną – odparła, przykrywając wyłupiaste oczy firaną sztucznych rzęs.

– Tylko formalnie.

– I formalnie musi się pani nim zająć – oświadczyła uszminkowanym dzióbkiem.

Uszczypnęłam się w rękę. Zabolało

– Tak mi powiedzieli w szpitalu – dodała szybko, chyba czując, że przesadziła. – Panie doktorze, już jest żona – pomachała do kogoś.

– To zapraszam do siebie…

Pamiętam, że rozmawiałam z lekarzem, coś mi tłumaczył, gdzieś dzwonił, umawiał jakieś spotkanie, ale gdybym miała powtórzyć dokładnie, czego się dowiedziałam, nie potrafiłabym. Zrozumiałam tylko jedno: dwa tygodnie wcześniej Michał miał wypadek, dochodzi do siebie, lecz będzie wymagał opieki, którą muszę mu, jako prawowita żona, zapewnić.

– To jakiś absurd! – Monika nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. – Przecież ten drań cię zostawił. A teraz, gdy jest chory, musisz go przyjąć?

– Takie jest prawo – westchnęłam.

– Nie martw się – Agnieszka poklepała mnie po ramieniu. – Znajdziemy ci dobrego adwokata i…

– Koleżanka Paulinki jest prawnikiem, już z nią rozmawiałam. Powiedziała, że mogę wystąpić do sądu o zwolnienie z obowiązku opieki, powołując się na fakt, że byłoby to sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, ale szanse na wygraną są niewielkie. Poza tym to wymaga czasu, a Michała już chcą wypisać ze szpitala.

– Rozumiem, że kiedy kochanek zaniemógł, niuni przeszła miłość? Co za flądra!

– Twierdzi, że i tak zamierzali się rozstać. „Te dwa tygodnie po wypadku, kiedy się nim zajmowałam w szpitalu, to i tak za dużo” – cytuję jej słowa. Poza tym ona ma małe mieszkanie, pracuje…

– Ty też pracujesz – przypomniała Renata.

– A jeśli się nim nie zajmiesz, to co? Chyba ci go pod drzwiami nie zostawią?

– Lekarz powiedział, że wyślą go do jakiegoś ośrodka, a resztą się zajmie opieka społeczna. Pewnie wystąpi do sądu najpierw przeciwko mnie, potem przeciwko Paulinie, bo ona też ma wobec ojca obowiązki…

Podniosłam dłoń, chcąc poprawić spadającą na oczy grzywkę, odruchowo spojrzałam na obrączkę.

Już dawno powinnam ją zdjąć.

„Chyba mi palce zgrubiały” – pomyślałam ze zdziwieniem, czując, że nie dam rady tego zrobić. Tak stałam się niewolnicą złotego krążka, który miał być symbolem mojego małżeństwa. Obietnicą jego nierozerwalności.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts