Po śmierci kobiety, którą opiekowała się moja babcia Renia, nie wiadomo skąd pojawili się jej krewni i zażądali majątku, który teraz należy do babci.

Moja babcia Renia przez długi czas pracowała na poczcie. Lubiła spotykać się z ludźmi, a w swoim rejonie zaprzyjaźniła się ze wszystkimi. Jej dobry charakter pozwalał nawiązać dobre relacje nawet z najbardziej kapryśnymi mieszkańcami. Tak poznała panią Stefanię, kobietę o bardzo trudnym charakterze. Zawsze wydawała się niezadowolona ze wszystkiego. To była starsza kobieta.

Pani Stefania mieszkała sama w domku jednorodzinnym. Dom był stary, ale staruszka nie miała nikogo, kto zająłby się remontem. Moja babcia zauważyła, że ​​kobiecie trudność sprawia praca w ogrodzie czy gotowanie, więc zaczęła się nią opiekować. Ale pani Stefanii ciągle coś się nie podobało. Nie ma się co dziwić, bo z zawodu była nauczycielką, a nauczyciele, jak wiadomo, są bardzo wymagający również w życiu.

Kiedy babcia przychodziła jej w czymś pomóc, na przykład w zbieraniu porzeczek, to moja mama szybko dostarczała pocztę w jej zastępstwie. Kiedy pani Stefania to zauważyła, powiedziała do mojej babci coś w stylu: „Nie możesz zrobić wszystkiego sama, po co wykorzystujesz swoją córkę?” Nie mogłam zrozumieć, dlaczego ona tak reaguje, bo moja babcia też nie była już taka młoda. Ale kiedy dorosłam i dowiedziałam się, że staruszka była z zawodu nauczycielką, wszystko stało się jasne.

Pani Stefania miała jeszcze działkę za miastem, na którą co jakiś czas jeździła, żeby zająć się swoją cukinią, bardzo ją lubiła. Rzecz w tym, że staruszka już prawie nic nie widziała, więc moja babcia zaproponowała, że ​​odkupi od niej tę działkę, bo sama chciała mieć kawałek ziemi za miastem. Stefania powiedziała, że ​​jest gotowa sprzedać jej działkę za symboliczną kwotę 1000 złotych.

Od tego czasu moja babcia krążyła między działką, pracą i panią Stefanią. Często zabierała mnie ze sobą, gdy przygotowywała dla niej coś do jedzenia, ale wtedy pani Stefania mi też kazała jeść. Bała się, że ​​moja babcia chce ją otruć i odebrać jej dom. Ale babcia nie miała żadnych ukrytych zamiarów, pomagała staruszce tylko dlatego, że jej współczuła.

Kilka lat później pani Stefania odeszła z tego świata, co bardzo zmartwiło moją babcię. Później dowiedziała się, że kobieta zapisała jej swój dom. Babcia chciała odnaleźć krewnych kobiety, ale nigdy jej się to nie udało. Aż pewnego dnia skontaktował się z nią jakiś nieznajomy mężczyzna i powiedział, że jest synem kuzyna Stefanii i chce, żeby moja babcia oddała mu dom.

Moja babcia była oburzona, bo nie mogła zrozumieć, dlaczego w ogóle nagle się pojawił. Przez całe życie pani Stefania mieszkała sama, na starość nie miała nikogo, kto ugotowałby jej coś do jedzenia, a tutaj nagle odnajduje się krewniak…

Nie chodzi o to, że babcia nie chciała oddać domu, co to, to nie. Wiedziała, że ​​on tak naprawdę nie należy do niej. Ona pomagała staruszce tylko z dobrego serca. Była po prostu oburzona, że panią Stefanią rodzina zainteresowała się dopiero po śmierci i to tylko ze względu na majątek, który po sobie zostawiła.

Sprawa skończyła się na tym, że dom pozostał w posiadaniu mojej babci, bo nie było podstaw do podważenia testamentu.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts