„Mój wnuk to niewdzięczny smarkacz. Przepisałem mu dom, a teraz słyszę, że moje miejsce jest w domu starców”

„Dziś jest dla mnie jasne, że nie mam czego szukać w swoim domu. Gdybym tam wrócił, zatruliby mi życie. Nie wiem, dokąd pójdę po wyjściu ze szpitala. I znów się czuję jak stary, niepotrzebny wrak…”.

Kiedy Kacper z Michaliną po ślubie szukali jakiegoś mieszkania do wynajęcia, zaproponowałem, żeby do czasu, kiedy nie znajdą niczego sensownego, zamieszkali u mnie. Mój wnuk zgodził się na to z radością, jego żona wydawała się mieć do tego pomysłu większy dystans. Ale ponieważ było to, jak by nie patrzeć, rozsądne rozwiązanie, przystała na nie.

Kiedy wprowadzili się do mnie, sam odżyłem. Po śmierci żony mieszkałem samotnie, a ponieważ byłem na emeryturze, nie miałem zbyt dużo zajęć. Teraz obecność wnuka i jego żony wprowadziła w moje życie wiele energii. Ponieważ oboje ciężko pracowali, ja zająłem się prowadzeniem domu, robieniem zakupów, gotowaniem obiadów, a nawet sprzątaniem. Sprawiało mi ogromną radość, że mogę znów być użyteczny.

Miałem nadzieję, że wkrótce w naszym domku pojawi się nowy członek rodziny. I moje marzenia spełniły się dość szybko. Pół roku po ślubie Michalina zaszła w ciążę. Z miejsca przestała nalegać na Kacpra, żeby szukali mieszkania.

Bardzo nie chciałem znów zostać sam

Myślałem, że żona Kacpra po prostu zauważyła wreszcie, jak bardzo mogę się okazać pomocny. Okropnie się pomyliłem… Jednak o tym za chwilę.

Na razie cieszyłem się z coraz bardziej zaawansowanej ciąży Michaliny i odliczałem czas do narodzin prawnuka. Mój humor psuł jedynie fakt, że Kacper coraz częściej sprzeczał się z żoną. Bardzo się przy tym starali, żebym tego nie dostrzegł. Mimo że przerywali spory, gdy wchodziłem do pokoju, wyczuwałem napiętą atmosferę. Postanowiłem więc porozmawiać o tym z wnukiem.
– Kacperku, musisz być teraz bardziej wyrozumiały dla żony – zacząłem.
– Co proszę? – zdziwił się Kacper.
– No przecież widzę, że się kłócicie – wyjaśniłem. – Pewnie Michalina jest teraz bardziej humorzasta. Sam pamiętam, jak twoja babcia była w ciąży…

– Dziadku, to jest sprawa miedzy mną a nią. I bardzo proszę, nie wtrącaj się, skoro, nie wiesz o co chodzi – odburknął.
– To może mi powiesz? – naciskałem.
– Nie mogę powiedzieć – odparł.
Bardzo mnie zdziwiła ta tajemniczość, bo zawsze miałem z nim dobry kontakt.

Zastanawiałem się przez chwilę, czy aby nie powinienem jakoś w to wszystko zaingerować. Teraz młodzież jest przecież pozbawiona odpowiednich wzorców i nie potrafi tworzyć stałych związków. Byle kłótnia potrafi doprowadzić do rozwodu. Dziś wszędzie rządzi taka kultura jednorazowości, która nakazuje popsuty przedmiot wyrzucić i kupić nowy, zamiast wziąć się do jego naprawiania…

Dlatego uznałem, że powinienem im pomóc, czyli dowiedzieć się, co jest powodem ich kłótni. Przyznaję, że uciekłem się do podsłuchiwania. Ale nie miałem wyjścia, bo Kacper się w sobie zaciął

i nic nie chciał powiedzieć, a z Michaliną nigdy jakoś nie potrafiłem rozmawiać.

Kiedy znów usłyszałem, jak mówi do żony podniesionym głosem, na paluszkach podszedłem do drzwi pokoju.
– Rozmawiałeś z nim o tym? – dopytywała się natarczywie Michalina.
– Daj mi spokój… – westchnął wnuk.
W tym momencie nadstawiłem uszu, bo wydało mi się, że ta dyskusja dotyczy mnie samego. Nie myliłem się.
– W ogóle nie myślisz o przyszłości swojego dziecka – wysyczała Michalina. – A on przecież w każdej chwili może wyrzucić nas z tego domu.
– Przecież sam nam zaproponował…
– I co z tego? – przerwała Kacprowi żona. – Jak się urodzi dziecko, to tu będzie rozgardiasz. On może tego nie wytrzymać i chcieć, żebyśmy się wyprowadzili. I co wtedy? Możemy tylko wynająć klitkę. Nic by się nie stało, jakby przepisał ci ten dom. Przecież się nim opiekujemy…

– Na razie daje sobie świetnie radę i to on nam pomaga – opierał się Kacper.
– Ale nie młodnieje. Poza tym dom wymaga wielu napraw, a on się do tego nie kwapi. I co, mamy w to inwestować, a on nam potem pokaże figę z makiem?

Wycofałem się po cichu spod drzwi

Potem wyszedłem z domu, żeby przemyśleć to, co usłyszałem. Teraz już znałem powód kłótni między młodymi. Mogłem sprawić, że się skończą… Od dawna miałem zamiar przepisać na wnuka swój dom, ale myślałem raczej o testamencie. Nie uśmiechało mi się pozbywanie się go tak od razu. Z drugiej strony, dom miał już swoje lata i rzeczywiście wymagał remontu, na który już trochę nie miałem sił, a trochę środków.

Postanowiłem zapisać Kacprowi dom już teraz, a sobie pozostawić jedynie prawo dożywotniego w nim mieszkania. Wnuk bardzo się ucieszył.

Prawnuczka urodziła się jesienią. Pokochałem ją od pierwszego dnia i bardzo chciałem się nią zajmować. Ale Michasia patrzyła na to niechętnie. A o pomoc przy Lence wolała prosić własną matkę, która wprowadziła się do nas na jakiś czas. Wkrótce okazało się, że teściowa wnuka poczuła się u nas jak u siebie i nie ma zamiaru wracać do swojego mieszkania. Ja zaś cały czas nie mogłem zbliżać się do prawnuczki, brać jej na ręce ani wychodzić z nią na spacer. Michalina mówiła, że jestem na to za stary, że się przewrócę, zasłabnę i zrobię dziecku krzywdę.

Niechętnie patrzyła nawet wtedy, gdy całowałem Lenkę po rączkach. Twierdziła, że ponieważ mam próchnicę, to mogę zarazić dziecko. I że w ogóle mam mnóstwo chorób, które mogą małej zaszkodzić, więc lepiej, żebym się trzymał z daleka.

Najpierw myślałem, że jest przewrażliwiona na punkcie zdrowia małej, ale szybko zrozumiałem, że Michalinie przeszkadza moja obecność. Już nie kryła złośliwych komentarzy pod moim adresem.
Z czasem urobiła Kacpra i on też zaczął mieć do mnie pretensję o wszystko. Że za późno się kąpię i zużywam mnóstwo wody. Że za długo palę światło, za które on teraz płaci. I w ogóle strasznie niegrzecznie odnoszę się do jego teściowej, która im teraz tak bardzo pomaga.

Oczywiście, to wszystko nieprawda

Nawet tę jego teściową starałem się tolerować, choć to naprawdę wredna baba, która wszystkimi rządzi. Czasem coś jej tam odburknąłem, ale w końcu byłem we własnym domu. To znaczy, w domu, który do niedawna do mnie należał. Uważałem jednak, że wciąż mam do niego prawa.

Jak bardzo się myliłem, przekonałem się podczas jednej z kłótni z Michaliną…
– Jak się coś nie podoba, to się może dziadek wyprowadzić do domu starców – rzuciła mi w twarz.
– To jest mój dom… – zacząłem.
– Dziadek zapisał go Kacprowi, o ile pamiętam – prychnęła. – Dziadek ma prawo tylko tu mieszkać. Ale lepiej by było, jakby się wyprowadził i nam nie przeszkadzał.

Zdenerwowałem się i trochę mnie poniosło. Wiem, nie powinienem był uderzać jej w twarz, ale po tym co dla nich zrobiłem, oczekiwałem więcej szacunku. Ten policzek nie był mocny. Ona jednak zaczęła wrzeszczeć, że ją biję. Zrobiło się zamieszanie, przyleciała jej matka i się na mnie rzuciła. Kiedy przybiegł Kacper, miałem nadzieję, że stanie w mojej obronie. A on postanowił pomóc teściowej. Trafiłem do szpitala ze złamaną ręką.

Dziś jest dla mnie jasne, że nie mam czego szukać w swoim domu. Gdybym tam wrócił, zatruliby mi życie. Nie wiem, dokąd pójdę po wyjściu ze szpitala. I znów się czuję jak stary, niepotrzebny wrak…

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts