Moi rodzice często zapraszają mojego męża i mnie na wspólne wyjazdy, ale ja ciągle odmawiam, za każdym razem wymyślam inną wymówkę. Powoli wszyscy zaczynają się na mnie obrażać, ale nie mogę wyjechać gdzieś mając 200 zł w portfelu, więcej pieniędzy nie dostanę.

Mieszkam w pięknym domu, mam drogie auto, ale nie jestem szczęśliwa w swoim małżeństwie, nie wyobrażałam sobie, że tak to wszystko będzie wyglądać.

Mój mąż jest dość zamożną osobą, dobrze zarabia, niczego nie powinno nam brakować, ja też pracuję, ale moja pensja jest kilkukrotnie mniejsza niż Olka. Ogólnie rzecz biorąc nie jestem osobą, która wydaje niezliczone sumy, raczej potrafię oszczędzać, ale wszystko ma swoje granice, nawet umiejętność oszczędzania gotówki.

Olek liczy wszystkie moje wydatki co do grosza. To nie żart. Raz na paragonie ze sklepu zobaczył sumę trzydzieści osiem złotych i dwadzieścia groszy, zaczął mnie wypytywać dlaczego nie oddałam mu całej reszty, gdzie są grosze. Zaczął się denerwować, dopytywać dlaczego nie dowiedziałam się od kierownika sklepu czemu pracownicy nie mają jak wydawać groszy. Wtedy przeszliśmy prawdziwą kłótnię.

Żałuje mi wszystkiego, usprawiedliwia to chęcią zaoszczędzenia na godną starość dla nas, nie potrafię tego zrozumieć. Wydziela mi minimum pieniędzy, a moją wypłatę zabiera, jest mi zwyczajnie wstyd.

Dla przykładu wszyscy znajomi z pracy idą wspólnie na lunch biznesowy, który nawet nie jest drogi, a ja jako jedyna zabieram jedzenie z domu, w plastikowych pudełkach. Jeśli przyjaciele zapraszają mnie do kawiarni, wymyślam jakąś wymówkę, żeby nie iść, bądź na miejscu zamiast deseru i kawy zamawiam szklankę wody. Jeśli idziemy z dziewczynami na zakupy, kupuję drobne rzeczy, takie jak skarpetki, aby odwrócić uwagę.

Mówię, że właśnie w przyszłym tygodniu planowaliśmy pójść na poważne zakupy z mężem. A on zamiast dziękować mi za zaradność powie – a co, nie było tańszych skarpet, że kupujesz wszystko w takich drogich cenach? Zewsząd prosi o przynoszenie paragonów, o informowanie go o wszystkich wydatkach. Na przykład, dlaczego pojechałam gdzieś busem lub metrem?

Mogłabym iść spacerem, albo kiełbaski w innym sklepie są znacznie tańsze, jest promocja. Co z tego, że inny sklep znajduje się kilka kilometrów od domu, piesze wycieczki są przecież przydatne. Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam tę całą sytuację, nie wiem co robić.

Proszę o wsparcie i radę, powiedzcie mi, czy to się kiedyś skończy, czy będę mogła sobie kupić w końcu filiżankę kawy i lody bez tłumaczenia się mężowi? A może to będzie trwać wiecznie?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts