Po sprzedaży domku letniskowego były właściciel ciągle ich odwiedzał

Wraz z nadejściem wiosny rodzice wpadli na pomysł wystawienia domku letniskowego na sprzedaż. Byli już starsi i nie w takim zdrowiu, żeby zajmować się działką ogrodową. Córka wychowywała dzieci, pracowała, nie miała czasu na pomoc. Emeryci długo myśleli, ale ostatecznie zdecydowali, że najwyższy czas pozbyć się własności.

Najstarsza córka Weronika odetchnęła z ulgą. Jej rodzice nie będą się już obrażać, że trudno jej znaleźć czas na pomoc w ogrodzie. Wielokrotnie doradzała rodzicom sprzedaż, w zamian mogli kupić działkę bliżej. Nie chciała spędzać całego wolnego czasu na pieleniu, chciała odpoczywać, czytać książki… Ale dla rodziców domek letniskowy był miejscem pracy.

Weekendy Weroniki i jej rodziny mijały bardzo szybko, nie było czasu na prace domowe. Mąż pracował na odpowiedzialnym stanowisku w firmie budowlanej, musiał być dostępny pod telefonem nawet w dni wolne. Oboje doskonale zdawali sobie sprawę, że domek przynosi więcej problemów niż wypoczynku. Po spędzeniu tam weekendu byli jeszcze bardziej wyczerpani.

Tak więc Weronika była zadowolona z tej decyzji. Sprzedano domek. Przez kilka lat żyli spokojnie, a potem zamarzyła o miejscu, w którym można po prostu odpocząć. Cóż, mąż zaproponował, że kupi im własną działkę z ogródkiem.

Godziny pracy ustabilizowały się, tak więc w weekendy można było spokojnie odpocząć poza miastem na świeżym powietrzu. Dzieci też pokochałyby taki pomysł. Zdecydowali, że na ogródku będzie jedynie kilka drzew i krzewów z jagodami, aby dzieci miały witaminy. Rodzicom natychmiast powiedziano, że ogródek będzie przeznaczony wyłącznie do rekreacji: bez grządek do pielenia i roślin do uprawy. Wszystkim podobał się ten pomysł. Trzeba było tylko zdecydować się na wybór.

Przejrzeli wiele opcji i w końcu znaleźli właściwy. Sprzedawcą był starszy pan, który nie miał już żony i nie pracował w ogrodzie. Chciał szybko pozbyć się domku.

Wszystko było dogadane. Szczęście Weroniki nie miało granic: marzenie stało się rzeczywistością. Dom był w dobrym stanie, można było w nim mieszkać bez remontów. Postanowili prace odłożyć na wakacje i wtedy zająć się zagospodarowaniem terenu.

Pierwszy tydzień przebiegł gładko, a potem zaczął odwiedzać ich starszy pan, który sprzedał domek. Ostrzegał, że przyjdzie po resztę swoich rzeczy, więc nikt się nie sprzeciwiał.

Były właściciel nie był jednak zadowolony z ich działań. Najpierw narzekał na drzewo, którego się pozbyli, mimo że było już suche, potem na ozdobne kwiaty, które zasadzili.

Zaczął mówić, że nie na to się umawiali. W końcu on i jego żona posadzili drzewo dawno temu i było zawsze potrzebne. Wtedy zobaczył, że zamiast truskawek jest teraz ułożona ścieżka z kamieni.

Obejrzał cały ogródek i wszędzie znalazł coś, co mu się nie podobało. W rezultacie mąż nie mógł tego znieść i przypomniał, że to oni kupili ten teren i zapłacili za niego gotówką. Według dokumentów domek z ogródkiem jest ich własnością. To oni mają prawo decydować, co i gdzie powinno być.

Rzeczywiście, podczas sprzedaży nie rozmawiali o wycięciu drzewa, ale nie wydawało im się to istotne. Następnego dnia mężczyzna wrócił ponownie z sadzonką drzewa w dłoni. Zamierzał zasadzić nowe w miejscu wyciętego.

Mąż zapytał, co się dzieje, a w odpowiedzi usłyszał, że mogą otrzymać pieniądze z powrotem, byleby drzewo znów tutaj rosło. Mężczyzna uparcie trwał przy swoim postanowieniu, nie dało się odwieść go od tego pomysłu.

Jedna z nowych sąsiadek była zaskoczona obecnością byłego właściciela. Zgodziła się, że to oni mają prawo do dysponowania terenem według własnego uznania. Ale nawet ona nie mogła w żaden sposób przekazać tej informacji emerytowi.

Nieco później sąsiadka podzieliła się opowieścią, że ten mężczyzna pokłócił się ze wszystkimi w okolicy. Po śmierci żony jego zachowanie było wyjątkowo dziwne. Ostrzegła, że nie mogą liczyć na spokojne życie, bo nadal będzie przyjeżdżał. Chciała powiedzieć o tym wcześniej, ale nie miała czasu. Zaproponowała, że ​​skontaktuje się z urzędem gminy, aby mogli wyjaśnić staruszkowi, że jego zachowanie jest karygodne.

Podczas gdy rozmowa trwała, mężczyzna już posadził drzewo i bezpiecznie opuścił miejsce. Potem przyszedł po rzeczy, zrobił coś na ogródku i znowu po cichu wyszedł.

Rano mąż wyjechał do pracy. Był pracownikiem firmy budowlanej. Podzielił się tą historią z kolegami, a oni żartowali, że kupił dom z posagiem. Nie odmówili jednak pomocy: przyjechali po pracy i zaczęli stawiać ogrodzenie. W tym samym czasie znów przybył były właściciel wzburzony tym, że nie może już swobodnie wejść.

Zaklął, próbował się przedostać, a potem podszedł do kolegów męża, którzy pomagali. Nie wiadomo, co mu tam powiedzieli, ale potem przyszedł tylko raz – po pozostałe rzeczy.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts