Pozwoliłam ojcu mojej córki, zabierać dziecko na spacer. Bardzo tego później żałowałam

– Mamo, jestem bardzo zmęczony i jest mi gorąco! Mamo, mamo, ja już nie chcę iść!

Mały chłopiec w wieku około pięciu lat, krzyczał pełnym głosem. Kiedy spojrzałam na niego, od razu zrozumiałam, dlaczego płacze. Matka ciągnęła w ręku ogromną torbę z zakupami, a w drugiej trzymała syna. Dziecko miało na sobie ciepłą kurtkę i spodnie i zrozumiałe było, że w zamkniętym pomieszczeniu jest mu gorąco.

Kobieta milczała z zaciśniętymi zębami. Powoli ciągnęła syna i szła w stronę wyjścia, wyglądała na bardzo zmęczoną. Było mi jej żal, może rzeczywiście nie miała wyboru i musiała zabrać chłopca ze sobą.

Taka sytuacja jest mi dokładnie znana. Ja też swego czasu bywałam w centrum handlowym z moim dzieckiem, nie jest to najlepszy pomysł.

Rodzice często muszą w takich warunkach wychowywać swoje dzieci i wszędzie je ze sobą zabierać. Czasem nie ma innego wyjścia, nie ma dzieciaków gdzie zostawić.

Moja babcia postanowiła mi pomóc. Ta urocza kobieta zdecydowanie doradziła mi, abym jak najszybciej wróciła na studia. Nie były one łatwe, kierunek chemiczny. Byłam zmuszona przerwać naukę, ponieważ urodziłam córkę, ale teraz była szansa wrócić. Moja babcia uwielbiała wychowywać prawnuczkę, nie miała problemów z opieką nad nią.

Po trzech latach skończyłam studia i poszłam do pracy, Marysię zapisałam do przedszkola.

Można zapytać, gdzie mam męża? Nigdy nie było go w moim życiu.

Kiedy mój partner dowiedział się, że jestem w ciąży, obiecał mi ślub. Zwlekał jednak do urodzenia dziecka, a potem stwierdził, że córka i tak będzie miała jego nazwisko, więc ślub tu niczego nie zmieni, on i tak bedzie jej ojcem. Doszłam do wniosku, że na nie mu nie zależało, chciał być wolnym człowiekiem, więc małżeństwo mi nie wyszło.

Nie pomógł mi też przy dziecku, pewnie nie chciał. Tylko sporadycznie wychodził z nami na spacery. Kiedy Marysia podrosła, zaczął u niej przebywać trochę częściej. Były to jednak jednorazowe odwiedziny.

Pewnego dnia babcia źle się poczuła, zmierzyła sobie ciśnienie i uznała, że spacer z małą prawnuczką to dla niej za dużo. Myślała nawet o wezwaniu karetki.

Poprosiła ojca dziecka o pomoc. Chętnie się zgodził i wyszedł z córką na spacer, długo ich nie było.

W tym dniu wróciłam z pracy do domu, babcia powiedziała mi, że ojciec zabrał małą na spacer, po powrocie od razu poszła spać. Po pewnym czasie poszłam do córki sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, nadal spała. Wydawało mi się, że była po prostu zmęczona.

W środku nocy przybiegła babcia i powiedziała, że coś jest nie tak z Marysią i musimy natychmiast wezwać karetkę. Wbiegłam do pokoju, a malutka była blada i zimna, byłam przerażona.

Gdy czekałyśmy na pogotowie, nie mogłam znależć sobie miejsca, bałam się, że ją stracę.

Przyjechał zespół ratowniczy, doprowadzili moją córkę do przytomności. Lekarz zbadał ją i zwrócił się do mnie:

– Mamusiu, czyś ty postradała zmysły? Dlaczego doprowadziłaś dziecko do takiego przemęczenia organizmu? To zagraża życiu. Zadzwonię na policję!

Byłam zszokowana, nic nie rozumiałam. Musiałam zadzwonić do ojca córki i dowiedzieć się, co robili na spacerze.

Jak się okazało, nie mógł wymyślić nic lepszego, niż ciągnięcie dziecka przez miasto aż cztery godziny. Powiedział, że płakała ze zmęczenia, ale wie, że nie należy rozpieszczać dzieci, więc krzyknął, żeby nie marudziła i nadal męczył to dziecko.

Wszystko skończyło się dobrze, ale znienawidziłam go za to i nigdy więcej nie puściłam z nim córki. Nie przypuszczałam, że ten człowiek jest tak nieodpowiedzialny. Nie mogę nawet myśleć, jaką tragedią mogło się to skończyć.

Myślałam, że mogę mu zaufać.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts